Do
góry

Prywatność w wykonaniu Apple to jakiś żart!

Od wielu lat Apple chwalił się, że stawia prywatność swoich użytkowników na piedestale. Między innymi nie chcieli współpracować z służbami w celu ujęcia przestępców. Teraz się to zmienia, bo w życie wchodzą nowe mechanizmy kontroli treści bezpośrednio na urządzeniach.

Wstęp do tego tekstu mógł zabrzmieć niczym fragment z książki „Rok 1984” autorstwa Georga Orwella. Jak na razie jeszcze nie jest to ten etap rozwoju, jednak Apple coraz bardziej rozpędza się na równi pochyłej, jeśli chodzi o całkowite porzucenie ochrony prywatności swoich użytkowników. Przez wiele lat szczycili się, że robią to lepiej od konkurencji. W tym porównując się bezpośrednio do Google w kontekście zbierania i udostępniania danych swoich użytkowników.

Puste hasła

prywatność

Niektórzy będą pamiętać dumne hasła reklamowe pokroju What’s happen on your iPhone stays on your iPhone. Co jest bezpośrednią parafrazą znanego w Stanach Zjednoczonych powiedzonka what’s in Vegas stays in Vegas. W przypadku Apple odnosiło się to bezpośrednio do prywatności oraz tego, że nikt poza właścicielem nie ma dostępu do urządzenia. Jeszcze do niedawna faktycznie mogło tak być.

Jednak jeżeli chodzi o prywatność, to gigant z Cupertino ostatnio nie ma lekko. I nie mam tutaj na myśli tak prozaicznych rzeczy jak wycieki danych. Tutaj Apple radzi sobie całkiem nieźle. Choć nawet oni nie są w stanie uchronić się przed wyciekami z innych witryn, w których mogą pojawiać się hasła do Apple ID. Jednak nie to było największym problemem, a niezwykle głośna aktualizacja iOS 14.5.

prywatność

Właśnie wtedy Apple na szeroką skalę umożliwiło użytkownikom „poproszenie o nie śledzenie” wszystkich aplikacji, które do tej pory to robiły. Problem tego rozwiązania jest taki, że użytkownicy jedynie grzecznie proszą twórców, by ich nie śledzili. Wiele informacji wciąż jest zbieranych, nawet po ograniczeniu tego procederu w klasyczny sposób. Giganci, jak choćby Facebook, lawirowali pomiędzy różnymi regulacjami, by nie udostępnić informacji typu: ile dokładnie danych pozyskują o użytkownikach i jak to robią w sytuacji, gdy Ci „poprosili” o nieśledzenie.

O co tyle szumu?

Apple w ubiegłym tygodniu ogłosiło, że wprowadzi nowe mechanizmy, które będą wychwytywać materiały przedstawiające seksualne wykorzystywanie dzieci (ang. Child Sexual Abuse Material – CSAM). Sam fakt wprowadzenia mechanizmów, które będą wychwytywać takie treści może nieco dziwić. W końcu na przykład Google, właściwie nieprzerwanie od 2008 roku, przeszukuje Internet i swoje serwery w poszukiwaniu takich treści.

Problemem jest jednak sposób implementacji tego typu mechanizmów. Na oficjalnej stronie Google dotyczącej prywatności możecie przeczytać dokładnie jakie dane przetwarzają i analizują. W przypadku zdjęć czy filmów, bo to o nie toczy się cała afera, sprawa jest nie do końca jasna. W swojej polityce prywatności gigant z Mountain View nie precyzuje, że analizie pod kątem CSAM poddawane są także prywatne materiały z Waszego konta Google. Te oficjalnie wykorzystują jedynie w celach reklamowych, a konkretniej metadane zawarte w tych materiałach.

Niemniej jednak musicie pamiętać, że oficjalnie Google ma wgląd w Wasze zdjęcia i filmy. Inaczej było w przypadku Apple, przynajmniej oficjalnie i poza terenem Chin, o czym za chwilę. Firma Tima Cooka może i miała sposób na podejrzenie zdjęć swoich użytkowników, jednak nie udostępniała tej możliwości nikomu, nawet własnym pracownikom. Wyjątkiem są tutaj Chiny, gdzie Apple nie jest oficjalnym właścicielem wszystkich danych, a jedynie usługodawcom. Władzę nad serwerami i wszystkimi danymi użytkowników z Chin znajdują się w rękach partii. O tym też pisaliśmy nieco szerzej wcześniej, a szczegóły znajdziecie w tekście poniżej.  

Logo TechnoSTREFA TechnoStrefa.com

Apple i prywatność? Tak, ale tylko w reklamach

W ostatnim czasie Apple kreuje się na firmę, która dba o prywatność swoich użytkowników, jednak ile faktycznie jest w tych działaniach prawdziwej ochrony?

Czytaj artykuł

Puszka Pandory

Najwięcej wątpliwości i mieszanych komentarzy budzi sam sposób implementacji nowych funkcji. A także to, że będzie on włączony w zasadzie cały czas. Zanim jednak przejdę do tego czym może faktycznie grozić jego obecność na pokładzie każdego sprzętu Apple, to trzeba wyjaśnić kilka jego elementów. Po pierwsze nowy system monitorowania będzie działać natywnie na każdym urządzeniu z osobna. Innymi słowy, na jego obecność będą musieli przystać właściciele MacBooków, iPadów oraz co najważniejsze iPhone’ów.

Po drugie mechanim najpewniej pojawi się w najbliższej dużej aktualizacji, czyli w wersji 15 systemu iOS i iPadOS oraz macOS Monterey. I po trzecie, ostatnie, system jak na razie pojawi się jedynie w Stanach Zjednoczonych. Będzie jednoczesnie ściśle połączony z odpowiednią organizacją. Konkretniej mowa tutaj o National Center for Missing and Exploited Children (NCMEC).

Jak to działa?

Apple podobnie jak Google będzie porównywać zdjęcia użytkowników z bazą danych zawierających materiał źródłowy. Podobnie działa Google, jednak problemem jest tutaj miejsce gdzie się to dzieje. Wszystkie dane przetwarzane są bezpośrednio na telefonie czy komputerze użytkownika. Po zakończeniu takiego procesu, każde zdjęcie czy film, które odpowiada w jakimś stopniu wskaźnikom z materiału źródłowego otrzymuje specjalny kupon.

kupony
prywatność

Użytkownik nie jest o tym w żadnym stopniu informowany, a zdjęcia i tak trafiają do chmury iCloud. Co więcej system flagowania takich zdjęć ma działać także w przypadku takich aplikacji jak iMessage. Tak oflagowane zdjęcie wyświetli odpowiednią informację na urządzeniu niepełnoletniej osoby, do której zostało wysłane. Jeżeli dziecko zdecyduje się je otworzyć, rodzice otrzymają stosowne powiadomienie.

Jednocześnie w przypadku treści trafiających do chmury, po przekroczeniu pewnego progu oflagowanych materiałów, zdjęcia przejdą ponowną weryfikację, tym razem nie przez algorytm, ale zespół za to odpowiedzialny. Jeżeli zdjęcia faktycznie zawierają treści zgodne z wytycznymi CSAM, to informacje o ich właścicielu zostaną przekazane do NCMEC i odpowiednich służb. Gdzie w tym wszystkim nieszczęście zwiastowane przez Puszkę Pandory?

Przecież nie masz nic do ukrycia…

W kilka chwil od publikacji tego kontrowersyjnego planu, na Apple wylała się fala zasłużonej krytyki ze strony ekspertów ds. prywatności. Istnieje niezwykle cienka granica pomiędzy zachowaniem prywatności każdego użytkownika oraz ochroną nieletnich osób. Gigant z Cupertino decydując się na wprowadzenie mechanizmów postawił ochronę dzieci ponad prawo do prywatności każdego użytkownika, o którą przecież tak zabiega od wielu lat…

prywatność

Wszystko dlatego, że Apple skanując każde zdjęcie z osobna, tak naprawdę zakłada, że każdy użytkownik ma coś do ukrycia. Innymi słowy, nie szuka dowodów na winę, tylko na niewinność. Nie ma tutaj mowy o jednym z najbardziej podstawowych założeń prawa, czyli domniemaniu niewinności. Fakt, że Apple tak późno zabiera się za ochronę najmłodszych zasługuje na osobną krytykę, ale aktualny sposób jej wprowadzenia jest nie do przyjęcia.

Na taką samą krytykę zasługują przedstawiciele NCMEC, którzy nazwali wszystkich zaniepokojonych prywatnością „skrzeczącymi głosami mniejszości”. Zarówno dobro najmłodszych, jak i prawo do prywatności każdego z osobna są wartościami najwyższymi i nie powinny być stawiane na różnych poziomach. Niektórzy mogą pomyśleć, ale przecież nie masz nic do ukrycia, to nie masz się o co martwić…, niestety to myślenie ma jeden poważny problem.

Taki tok rozumowania ma jedną poważną dziurę – to pośrednie przyzwolenie na inwigilację przez korporacje czy rządy państw. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że panuje dość popularna opinia, że te robią to nawet teraz bez naszej wiedzy. Jednak zgadzając się na stopniowe wprowadzanie takich systemów możemy się któregoś dnia obudzić w rzeczywistości bez jakiejkolwiek prywatności.

To dopiero początek…

Posiadanie materiałów, które będzie wykrywać Apple na użytkownikach ich sprzętów tak w Stanach Zjednoczonych, jest zabronione i w dużej części świata. Co do tego nikt nie powinien mieć wątpliwości. Jednak skoro już jesteśmy przy ochronie dzieci, w Rosji pod tym pretekstem blokuje się wszelkie materiały związane z pojęciem LGBT. Dla przykładu, gra The Sims 4 otrzymała tam kategorię wiekową „+18” za możliwość zawarcia związku przez osoby tej samej płci.

The Sims 4
prywatność
The Sims 4, wydanie rosyjskie po prawej

Innymi słowy, rząd Rosji może w pewnym momencie wymusić na Apple przeskanowanie telefonów wszystkich użytkowników pod kątem treści LGBT. Skoro ich rozpowszechnianie jest w świetle prawa nielegalne, to taki ruch, przynajmniej w wykonaniu Władimira Putina i całego rządu, jest całkiem prawdopodobny. 

Backdoor w wykonaniu Apple

Eksperci do spraw bezpieczeństwa skupili się na jednym konkretnym punkcie całego systemu. A jest on obecny bezpośrednio na urządzeniach. Tym samym jest to nic innego jak backdoor, który pozwala nakładać filtry na treści, które użytkownicy przechowują na swoich telefonach oraz wysyłają między sobą. Niezależnie jak Apple chciałoby wybrnąć z tej sytuacji, zaprezentowali oni całemu światu tylne wejście do własnego zamkniętego systemu. Ten pozwala na dogłębną inwigilację wszystkich użytkowników i to w pełni legalnie.

prywatność

W końcu w świetle prawa będą usprawiedliwieni, bo robią to w dobrej wierze… Oczywiście wszystko to może być jedynie przesadą i nadinterpretacją, a Apple nigdy nie udostępni systemu. Jednak czy możecie to powiedzieć z pełnym przekonaniem i całkowitą pewnością? Jestem wręcz pewien, że nikt nie jest na tyle szalony, by powierzyć wszystkie swoje aktualne i przyszłe dane jednej firmie, nie mając nawet odrobiony wiedzy jak ona działa od podszewki.  

Bardzo cienka granica

Aktualnie prywatność w sieci jest jednym z najważniejszych tematów poruszanych właśnie w Internecie. Z jednej strony są eksperci i użytkownicy, którzy chcą zachowywać swoje prywatne dane dla siebie. Po drugiej stronie barykady mamy między innymi wielkie firmy jak Facebook oraz rządy państw, którzy chcą wiedzieć o swoich użytkownikach czy też obywatelach jak najwięcej. Po co? Bo informacje są aktualnie najcenniejszą „walutą” na świecie.

W Polsce jeszcze nie mamy takiego prawa, które nakazywałoby producentom implementować narzędzia do inwigilowania użytkowników. Jednak w tym samym czasie Indie już wprowadziły przepisy, które umożliwiają rządowi wywarcie presji na takich korporacjach, by uzyskać pełen dostęp do wszystkich informacji, jakie przechowujecie na swoich telefonach. System ma działać bezpośrednio na urządzeniach i został wprowadzony pod pretekstem walki z terroryzmem i wykorzystywaniem nieletnich…

Wielki brat
prywatność

Nie chciałbym być tutaj źle zrozumiany, ochrona najmłodszych przed zagrożeniami w sieci i poza nią jest niezwykle istotna. Jednak można odnieść wrażenie, że cała wina i odpowiedzialność została przejęta przez technologicznych gigantów. Mało kto zdaje się pamiętać, że to rodzice powinni edukować swoje pociechy jakie postawy są w Internecie dozwolone, a co powinno być zgłaszane. To jak próbują do tego podejść takie firmy jak Apple jest po prostu łamaniem Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka, która mówi jasno, że:

Nie wolno ingerować samowolnie w czyjekolwiek życie prywatne, rodzinne, domowe, ani w jego korespondencję, ani też uwłaczać jego honorowi lub dobremu imieniu. Każdy człowiek ma prawo do ochrony prawnej przeciwko takiej ingerencji lub uwłaczaniu.

Źródła: Apple #1 #2, EFF, TechRadar, MacRumors, Wikipedia #1 #2, UNESCO

Dzwoneczek

Bądź na bieżąco! 

Włączenie powiadomień wiąże się z przekazaniem anonimowych danych zewnętrznemu usługodawcy. Więcej informacji

Komentarze

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Wpisane wyżej dane oraz Twój adres IP zostaną przesłane do serwisu Akismet w celu ochrony przed spamem. Więcej informacji

Nie ma jeszcze komentarzy.
Bądź pierwszą osobą, która wyrazi swoją opinię!