Do
góry

Wiemy dlaczego Xiaomi jest zbanowane w USA!

Xiaomi w styczniu tego roku zostało zbanowane w USA. Jednak do tej pory nie znaliśmy odpowiedzi na pytanie, dlaczego tak się właściwie stało?

Nie jest wielką tajemnicą, że świat technologii oraz polityka przenikają się coraz bardziej. Doskonałym przykładem jest tutaj Huawei, który z takim stanem rzeczy zmaga się już od kilku lat. Jedna polityczna decyzja znacząco wpłynęła na markę, a wyniki sprzedaży niestety mówią same za siebie. Wpisanie firmy na tzw. czarną listę podmiotów pociągnęło za sobą wiele konsekwencji i problemów, z którymi Huawei zmaga się do dziś.

xiaomi zbanowane

Chiński gigant co prawda powoli wychodzi na prostą, przynajmniej w swoim kraju, ale wyniki są dalekie od zadowalających. Trudno bowiem przekonać klientów spoza Chin do swoich urządzeń, jeżeli te nie oferują usług Google. Albo kiedy sama firma oskarżana jest o szpiegostwo przez rząd Stanów zjednoczonych. Obecnie tam, gdzie Huawei traci, Xiaomi zyskuje, ale taki stan rzeczy może nie potrwać długo.

Xiaomi na czarnej liście

O tym, że Xiaomi znalazło się w styczniu na czarnej liście rozpisywało się wiele portali. Spekulanci wróżyli wtedy rychły koniec marki poza Chinami i wyczekiwali momentu wyjścia giganta z Polski czy całej Europy. Mamy marzec, a od tamtego czasu właściwie niewiele się zmieniło. Poznaliśmy jednak powód dlaczego Xiaomi w ogóle się na tej liście znalazło.

Donald Trump na kilka dni przed oddaniem prezydenckiego stołka postanowił po raz ostatni pokazać, jakie to USA jest silnie, niezależne i wpisał Xiaomi na czarną listę podmiotów. Dokładnie tę samą, na której wciąż znajduje się Huawei. Co ciekawe zniknęła z niej marka Honor, którą jakiś czas temu chiński gigant sprzedał. To, że Xiaomi znalazło się na czarnej liście podmiotów, nazywanej też listą Domniemanych Chińskich Firm Zbrojeniowych, miało oczywiście swoje konsekwencje.

Notowania Xiaomi
xiaomi zbanowane

Zgodnie z obowiązującym w USA prawem inwestorzy, którzy mieli swój wkład w Xiaomi, muszą wycofać wszystkie swoje aktywa do 11 listopada 2021r. Jednocześnie nie mogą już dłużej inwestować w chińską markę. Dotyczy to także nowych osób, które chciały taki ruch wykonać w najbliższej przyszłości.

Nie trzeba było długo czekać na reakcję giełdy. Notowania Xiaomi poszybowały w dół, a sytuacja na rynku stała się bardzo niepewna. W końcu całość  mocno przypominała scenariusz, jaki spotkał Huawei parę lat wcześniej. Aktualnie wartość akcji Xiaomi systematycznie maleje, ale już w znacznie mniejszym tempie. Nie wiadomo jednak jak będzie prezentować się sytuacja pod koniec roku.

Ban za odznaczenie dla CEO

xiaomi zbanowane
Lei Jun, CEO Xiaomi

Podobieństw względem Xiaomi do tego, co spotkało Huawei jest całkiem sporo. Jednak powody z jakich te dwie firmy wpisano na wcześniej wspomnianą listę, są diametralnie różne. Huawei został oskarżony o szpiegostwo na rzecz partii komunistycznej Chińskiej Republiki Ludowej. Z kolei Xiaomi za powiązania z wojskiem Chin. A przynajmniej tak sprawę przedstawia USA.

Zgodnie z tym, co twierdzi Departament Obrony Stanów Zjednoczonych, Xiaomi znalazło się na czarnej liście jest wyróżnienie, jakie otrzymał CEO firmy Lei Jun. Była to nagroda za działanie na rzecz rozwoju Chin, a także wraz z setką innych CEO zostali uhonorowani tytułem „Wybitnego budowniczego chińskiego socjalizmu”. Jak się okazało – dla Departamentu Obrony jest to wystarczający powód by powiązać Xiaomi z działalnością na rzecz wojska.

Dlaczego? Wyróżnienia przyznawało chińskie Ministerstwo Przemysłu i Technologii Informatycznych (MIIT). A ono według Departamentu Obrony jest odpowiedzialne za koordynowanie współpracy pomiędzy sektorem wojskowym, a prywatnymi firmami. Zdaniem USA to właśnie za sprawą MIIT chińskie wojsko ma dostęp do najnowocześniejszych technologii.

Reakcja Xiaomi była natychmiastowa

Stanowisko Xiaomi
xiaomi zbanowane

Zaraz po wpisaniu firmy na czarną listę, Xiaomi wydało bardzo dosadne oświadczenie. Jednoznacznie zaznaczyli, że „nie są własnością chińskiego wojska, nie są kontrolowani, ani powiązani z chińskim wojskiem oraz nie są Komunistyczną Chińską Kompanią Wojskową”. Ostatnią część definiuje ustawa NDAA (National Defense Authorization Act). Jednocześnie spółka zadeklarowała, że podejmie odpowiednie działania w celu ochrony dobrego imienia firmy, interesów swoich jak i akcjonariuszy.

Niedługo później Xiaomi wstąpiło na drogę sądową i wystosowało pozew, w którym oskarżyli rząd Stanów Zjednoczonych o bezprawną i niekonstytucyjną decyzję związaną z wpisaniem ich na czarną listę. Za sprawą materiału, jaki opublikował The Wall Street Journal, Departament Obrony wystosował własny pozew. Miały się tam znaleźć między innymi powód takiej, a nie innej decyzji.   

Pozostały pytania

xiaomi zbanowane

Cała ta sytuacja zdaje się mieć drugie dno. Oczywiście można wszystko zrzucić na byłego już prezydenta Donalda Trumpa oraz jego impulsywne decyzje. Jednak wykluczenie firmy tylko i wyłącznie ze względu na wyróżnienie, jakie nadano CEO firmy jest delikatną przesadą. W końcu nie musi to świadczyć o powiązaniach całej firmy z wojskiem. Być może jest to tylko pretekst do pozbycia się z rynku kolejnego chińskiego giganta, tak jak to było w przypadku Huawei.

Oczywiście jest też szansa, że to wszystko jest prawdą, a Xiaomi faktycznie jest powiązane z wojskiem. Z kolei MIIT mogło zadziałać na niekorzyść Xiaomi oraz 100 innych firm przyznając takie wyróżnienia, które mogą zdradzić nawet częściową współpracę z wojskiem. Niezależnie od tego, która wersja jest prawdziwa, odpowiedzi na powyższe pytania poznamy najpewniej w ciągu kilku dni.

Źródła: PhoneArena, TechCrunch, Xiaomi

Bądź na bieżąco! 

Włączenie powiadomień wiąże się z przekazaniem anonimowych danych zewnętrznemu usługodawcy. Więcej informacji

Komentarze

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Wpisane wyżej dane oraz Twój adres IP zostaną przesłane do serwisu Akismet w celu ochrony przed spamem. Więcej informacji

  • Nie widzę problemu żeby przejść z usług googla do konkurencji, już teraz korzystam z przeglądarki brave.

    • Problem polega na tym, że brak usług Google oznacza też między innymi brak Sklepu Play – zostajemy wówczas skazani na sklep z aplikacjami producenta, który ma tylko część aplikacji. Poza tym brak usług Google jest o tyle uciążliwy, że jednak nie wszystkie z nich da się zastąpić. Chrome można zastąpić inną przeglądarką, ale co np. z Mapami, YouTube, Asystentem?