Rynek sportowych smartwatchy przez lata był zabetonowany. Kto chciał ładny zegarek, kupował sprzęt „lifestylowy”, kto chciał biegać na poważnie – wybierał sportowe „plastiki” od liderów branży. HUAWEI Watch GT Runner 2 udowadnia, że nie musimy już iść na kompromisy. Teraz połknięcie biegowego bakcyla nie oznacza rezygnacji z materiałów premium. Co więcej, w końcu otrzymaliśmy oprogramowanie i ekosystem, na które biegacze czekali od lat.
Waga piórkowa w tytanowej zbroi
Już przy pierwszym wyciągnięciu z pudełka i założeniu na nadgarstek uderza jedno: ten zegarek jest niesamowicie lekki. W porównaniu z klasycznymi modelami z rodziny Watch GT, czy potężnym Watch Ultimate, Runner 2 sprawia wrażenie „piórka”. To zasługa zastosowania koperty ze stopu tytanu klasy lotniczej oraz faktu, że urządzenie jest dość kompaktowe.
Sama koperta waży zaledwie 34,5 grama, a jej grubość to skromne 10,7 mm. Dzięki temu podczas dłuższego wybiegania po prostu zapominamy, że mamy go na ręce. Ciekawym i odważnym ruchem jest udostępnienie tego modelu w tylko jednym rozmiarze (43,5 mm). Z jednej strony to wymiar na tyle uniwersalny, że pasuje na większość nadgarstków, z drugiej – fani potężnych, masywnych zegarków mogą odczuć tutaj lekki niedosyt.
Skoro o wygodzie mowa, muszę na chwilę zatrzymać się przy paskach, bo tu Huawei przygotowało niespodziankę – w zestawie sprzedażowym dostajemy od razu dwa. Fabrycznie do zegarka przypięty jest nowy, tkany pasek AirDry. Producent mocno chwali się jego oddychalnością, ale muszę przyznać, że jest to dość dziwna konstrukcja. Wbrew temu, do czego przyzwyczaił nas rynek, nie jest to klasyczny „loop” z rzepami na jednym końcu.
Przez to zapinanie go, przynajmniej na początku, okazuje się mało intuicyjne. Osobiście uważam to rozwiązanie za nieco przekombinowane. Na całe szczęście w pudełku znajduje się też „plan B” w postaci drugiego paska. To już absolutna klasyka – został wykonany z przyjemnego w dotyku elastomeru, czyli trwałego materiału, który w zegarkach HUAWEI pojawia się od lat i zawsze sprawdza się bezbłędnie.
Biegowe laboratorium i GPS, który trzyma się ścieżki
Wygląd to jednak tylko dodatek do tego, co dzieje się pod maską. Huawei chwaliło się zastosowaniem nowatorskiej, anteny 3D. W moich pierwszych testach zarówno w miejskiej dżungli, jak i na leśnych ścieżkach, sygnał łapał błyskawicznie i trzymał się trasy niczym przyklejony, bez uciążliwego dla biegaczy ścinania zakrętów.
Prawdziwa rewolucja zaszła jednak w analityce. Watch GT Runner 2 wprowadza zaawansowane metryki, takie jak pomiar mocy biegowej z nadgarstka czy detekcja progu mleczanowego. Ich obecność to wyraźny sygnał, w kogo Huawei celuje. Wyniki są na bardzo zbliżonym poziomie do tego, co oferują analogiczne modele Garmina.
Oczywiście trzeba pamiętać, że wyznaczanie progu mleczanowego z poziomu nadgarstka to wciąż bardzo zaawansowana estymacja z algorytmów, a nie fizyczny pomiar z krwi (który należy regularnie powtarzać), ale na potrzeby planowania treningów amatorskich i półprofesjonalnych sprawdza się to wzorowo.
Ekosystem, który w końcu zagrał w jednej drużynie
Integracja i synchronizacja z zewnętrznymi platformami to tutaj absolutny priorytet. Współpraca ze Stravą, Komoot, Intervals.icu czy systemem Kotcha przebiega pomyślnie i bez jakichkolwiek zgrzytów.
Sama aplikacja HUAWEI Zdrowie również przeszła solidny tuning. Pojawiły się w niej znacznie bardziej rozbudowane, szczegółowe raporty dedykowane stricte biegaczom. W końcu planowanie i zarządzanie procesem treningowym z poziomu smartfona jest tak wygodne, jak u sportowej konkurencji.
Słońce, maratony i… normalne płatności!
Wiosenne słońce zaczyna coraz mocniej operować, co jest świetnym sprawdzianem dla ekranów. Zastosowany tu panel osiąga szczytową jasność na poziomie 3000 nitów i chroniony jest trwałym szkłem Kunlun. Efekt? Pełna czytelność. Nieważne, pod jakim kątem patrzymy na tarczę i jak mocno świeci słońce – każdy parametr treningu jest idealnie widoczny w ułamku sekundy.
Huawei nie byłoby sobą, gdyby nie dowiozło w kwestii baterii. W klasycznym użytkowaniu, przy umiarkowanej liczbie treningów, zegarek spokojnie dobija do deklarowanych 14 dni pracy. Jeśli zaś włączymy precyzyjny GPS i ruszymy na ultramaraton, sprzęt ma wytrzymać do 32 godzin ciągłego monitorowania. To po prostu rewelacyjne wyniki.
Na sam koniec zostawiłem „wisienkę na torcie”, która rozwiązuje największą bolączkę urządzeń ubieralnych tego producenta w Polsce: płatności zbliżeniowe. W GT Runner 2 debiutuje obsługa płatności w oparciu o aplikację Curve. W przeciwieństwie do usługi Quicko, nie musimy tu doładowywać żadnych wirtualnych portfeli ani martwić się o prowizje. Wystarczy podpiąć swoją istniejącą kartę z polskiego banku pod Curve i płacić zegarkiem zbliżeniowo w każdym sklepie na trasie biegu. Szybko, bezproblemowo i za darmo.
Werdykt po pierwszych dniach
HUAWEI Watch GT Runner 2 zadebiutuje w sugerowanej cenie 1699 PLN (w ofercie premierowej możemy urwać z tego jeszcze 200 zł, co daje nam 1499 PLN). Biorąc pod uwagę użycie tytanu, fenomenalny ekran, świetną baterię, zaawansowane metryki biegowe i integrację z zewnętrznymi platformami – to prawdopodobnie najlepiej wyceniony zegarek sportowy na rynku.
Minusy
Plusy
To pierwsza od dawna, w 100% realna konkurencja dla serii Forerunner. Co więcej, w tym przedziale cenowym Huawei oferuje sprzęt po prostu znacznie lepiej wykonany od poliwęglanowych odpowiedników Garmina, dorzucając w końcu pełnoprawne płatności zbliżeniowe.
HUAWEI Watch GT Runner 2 został wypożyczony od producenta.
Dodaj komentarz