Brytyjska marka Nothing od początku swojego istnienia gra designem, ale flagowy model Headphone (1) ze swoją dość wysoką ceną wielu odstraszył. Teraz na stół wjeżdża wersja Nothing Headphone (a), wyceniona znacznie niżej. Ale czy obcięcie ceny oznacza bolesne kompromisy? Spędziłem z nimi kilka tygodni i powiem wprost: w wielu aspektach ten „tańszy” model kładzie na łopatki znacznie droższą konkurencję.
Plastik, który „znika” na głowie
Litera „(a)” w nomenklaturze Nothing zawsze oznaczała modele bardziej przystępne cenowo, co zazwyczaj wiąże się z użyciem mniej szlachetnych materiałów. W przeciwieństwie do aluminiowego pierwowzoru, Headphone (a) wykonano w całości z tworzywa sztucznego. Czy to downgrade? Teoretycznie tak. W praktyce – strzał w dziesiątkę.
Zastosowane tworzywo sztuczne jest świetnej jakości. Jest tu połączenie matowego i błyszczącego i – co chyba absolutnie kluczowe – nie trzeszczącego plastiku. Przejście na tworzywo sprawiło, że słuchawki są ekstremalnie lekkie i znacznie szybciej „znikają” na głowie niż ich flagowy brat.
Poduszki wykonano z innej pianki niż w „jedynkach” – są nieco sztywniejsze, ale sam materiał stykający się ze skórą jest przyjemniejszy w dotyku. To słuchawki dla tych, którzy cenią komfort ponad prestiżowe wykończenie.
Sterowanie to wzór do naśladowania
To jest ten moment recenzji, w którym cała konkurencja powinna wyciągnąć notatniki. Sterowanie w Headphone (a) zasługuje na nagrodę Nobla w dziedzinie ergonomii. Żadnych irytujących, kapryśnych paneli dotykowych czy całej gamy identycznych przycisków. Nothing oddaje do dyspozycji fizyczne pokrętło do zmiany głośności, łopatkę pełniącą rolę wybieraka utworów, a także wykorzystywana jest do odbierania bądź odrzucania połączeń oraz przycisk do wywołania asystenta.
Do tego jest tu klasyczny, fizyczny przełącznik zasilania – zawsze wiesz, czy słuchawki są włączone. Kontrola głośności, przełączanie utworów czy trybów ANC działa bezbłędnie za każdym razem, nawet w rękawiczkach. To analogowa perfekcja w cyfrowym świecie.
Bateria – “mokry sen” cyfrowego nomady
Bateria w tym sprzęcie to absolutny potwór. Producent obiecuje do 135 godzin pracy i nie są to puste słowa. Podczas kilku tygodni testów (na połowie głośności z włączonym ANC), ładowałem je może dwa razy.
Taka wytrzymałość to „mokry sen” każdego technologicznego nomada – to ten jeden gadżet, który nie zawiedzie, nawet jeśli zapomnisz go naładować przed lotem na drugi koniec świata. Jednocześnie samo ładowanie nie stanowi większego problemu. Słuchawki obsługują najnowszy standard USB-PD, a uzupełnienie w nich energii zajmuje do 2 godzin.
Zimniej i ostrzej, ale z potężnym basem
Jakość dźwięku stoi na bardzo podobnym poziomie co we flagowcu, mimo braku logo KEF. Sygnatura jest jednak inna: Headphone (a) grają nieco zimniej i ostrzej, oferując przy tym znacznie więcej niskich tonów. Ogromne brawa należą się za kodek LDAC. Nie tylko poprawia on głębię i dynamikę, ale jest znacznie powszechniejszy niż egzotyczne standardy, które pojawiają się u konkurencji.
ANC radzi sobie niesamowicie dobrze, sprawnie wycinając dźwięki otoczenia. Jednak nie mogę powiedzieć tego samego o trybie świadomości – spełnia swoją rolę, ale generuje delikatny cyfrowy szum, który osoby z bardzo dobrym słuchem mogą uznać za irytujący. Jednocześnie dźwięk przepuszczany przez słuchawki w tym trybie nie jest tak naturalny jak we flagowym, droższym odpowiedniku.
Aplikacja Nothing X: Stabilność i społecznościowe EQ
Dopełnieniem całości jest aplikacja Nothing X. Choć może nie jest to program najbardziej „wodotryskowy” wizualnie, ale za to wygrywa jedną, kluczową cechą: niesamowitą stabilnością. To dopracowane centrum dowodzenia, które oferuje pełen zakres funkcjonalności, jakich można oczekiwać od nowoczesnej apki do zarządzania słuchawkami.
Poza standardami, jak zmiana trybów ANC, jest tu dostęp do zaawansowanego equalizera. Pozwala on na precyzyjne „rzeźbienie” w dźwięku, a Nothing dorzuciło funkcję dzielenia się ustawieniami EQ.
Możesz wyeksportować swój profil lub zaimportować ustawienia od innego użytkownika, co pozwala błyskawicznie sprawdzić, jak słuchawki brzmią na konfiguracjach stworzonych przez społeczność, ale też dużych twórców czy niezależnych ekspertów. To świetny dodatek, który buduje wokół marki lojalną grupę fanów.
Werdykt i drobne niedociągnięcia
Czy Nothing Headphone (a) są idealne? Nie. Przycisk asystenta jest dość sztywny, co sprawia, że jego wciśnięcie potrafi przesunąć prawą słuchawkę. Definitywnie brakuje tu też sensora założenia, który jest wykorzystywany do funkcji auto-pauzy, a integracja z Google Gemini wciąż jest na liście życzeń.
Minusy
Plusy
Jednak w tej cenie dostanesz najwygodniejsze sterowanie na rynku, solidne brzmienie z LDAC, niesamowitą lekkość i baterię, o której można zapomnieć na długie godziny. W zestawie jest też kabel jack z kątową końcówką – kolejny mały detal, który pokazuje, że Nothing dba o wygodę użytkownika. W tej kwocie to pakiet niemal idealny.
Dodaj komentarz