Słuchawki dla graczy to często pole minowe – krzykliwy design, dudniący i zalewający wszystko bas oraz mikrofony, które brzmią, jakbyśmy nadawali z wnętrza studni. A potem na rynek wchodzi niemiecka legenda audio, firma beyerdynamic, i mówi: „Zrobimy to po swojemu”. Testowałem model beyerdynamic MMX 150 Wireless przez równe półtora miesiąca jako moje codzienne narzędzie do grania, pracy i konsumpcji multimediów. Czy sprzęt, który jest w stanie zadowolić wymagającego pecetowca?
Wygoda absolutna
Nie musiałem czekać, aż słuchawki się „wyrobią” – od pierwszego założenia siła nacisku oraz miękkość gąbek były wręcz idealne. Zastosowane poduszki pokryto świetnym miksem materiałowym przypominającym welur. Efekt? Słuchawki leżą na uszach jak miękki kokon, nie powodują pocenia się w ciepłe dni i zapewniają komfort termiczny, gdy w pokoju robi się chłodniej.
Używałem ich codziennie do pracy i grania. Niezależnie, czy siedziałem prosto przed monitorem, czy leżałem na półpłasko z padem w dłoni – trzymały się głowy perfekcyjnie, bez cienia dyskomfortu. Ogromny plus. Z pełnym przekonaniem mogę tutaj napisać, że słuchawki MMX 150 Wireless to absolutny wzór komfortu.
Raj dla e-sportowca, post dla miłośnika kinowego basu
Jeśli szukasz słuchawek, które przy każdym wybuchu granatu w grze wprawią Twoją czaszkę w wibracje, to… niestety źle trafiłeś. Brzmienie MMX 150 Wireless jest bardzo zachowawcze i zbalansowane. Żadne pasmo nie wysuwa się tu agresywnie na pierwszy plan.
Dla niektórych brak „kinowego uderzenia” basu będzie minusem, ale z perspektywy gracza kompetytywnego (szczególnie w tytułach takich jak CS2) to gigantyczna zaleta. Dzięki takiemu strojeniu wyraźnie słychać całe pasmo – kroki przeciwnika, szelest przeładowywanej broni czy odległe strzały nie są zagłuszane przez przerysowane, dudniące tony niskie.
Jako osoba preferująca na co dzień neutralne brzmienie, byłem wręcz zachwycony. Słuchawki świetnie sprawdzają się też przy muzyce i filmach, pod warunkiem że lubisz dźwięk czysty, a nie efekciarski.
Mikrofon i genialny Sidetone
Mikrofon to absolutna czołówka sprzętu gamingowego. Zastosowano tu kapsułę pojemnościową o charakterystyce kardioidalnej. Oznacza to, że zbiera on trochę dźwięków z otoczenia, ale sam głos brzmi po prostu rewelacyjnie – jest czysty i ma przyjemną głębię, co podczas wielogodzinnych sesji na Discordzie robi kolosalną różnicę.
Brawa należą się za zaimplementowanie funkcji Sidetone (nasłuchu własnego głosu). MMX 150 to słuchawki o zamkniętej konstrukcji, która świetnie izoluje, przez co naturalną tendencją jest podnoszenie głosu i krzyk. Sidetone sprawia, że delikatnie słyszymy siebie, co pozwala kontrolować głośność mowy.
Czasem w słuchawkach z tą funkcją pojawia się problem irytującego szumu przebijającego się z tła. Tutaj nie jest inaczej, ale od razu uspokajam: szum jest słyszalny wyłącznie w absolutnej, grobowej ciszy. W trakcie normalnego użytkowania i rozgrywki jest kompletnie niezauważalny.
Multipoint z prawdziwego zdarzenia
Beyerdynamic nie poszło na kompromisy w kwestii łączności. W pudełku znajdziemy adapter 2,4 GHz zakończony złączem USB-C (wielki plus, bo bez problemu podepniemy go do PC, smartfona czy Steam Decka).
Na pokładzie jest też Bluetooth. Magia polega jednak na tym, że słuchawki utrzymują jednoczesne połączenie z obydwoma źródłami. Grasz na komputerze (po adapterze), nagle dzwoni telefon (połączony po BT) – słuchawki automatycznie przekierowują dźwięk i mikrofon do smartfona, pozwalając na ekspresowe odebranie rozmowy bez zdejmowania ich z głowy. To funkcja, która w 2026 roku powinna być standardem wszędzie.
Co więcej, producent przewidział też łączność przewodową (kable USB-C do USB-A oraz USB-C do jack 3,5 mm są w zestawie). Czas pracy na baterii również nie rozczarowuje, pozwalając zapomnieć o ładowarce na długie dni.
Gdzie jest haczyk? Oprogramowanie
To nie jest sprzęt idealny, a największa bolączka uderza w graczy pecetowych. Beyerdynamic nie przygotowało dedykowanej aplikacji na komputery osobiste.
Aby pobawić się equalizerem i dostroić brzmienie do własnych potrzeb, musimy użyć aplikacji na smartfona, co siłą rzeczy wymusza nawiązanie połączenia Bluetooth. Choć w ogólnym rozrachunku (masz jedno urządzenie do zarządzania, niezależnie do czego podpięte są słuchawki) ma to sens, to jednak dla zatwardziałego pecetowca konieczność sięgania po telefon, by zmienić profil audio, jest po prostu uciążliwa.
Rozwiązaniem mogłaby okazać się aplikacja przeglądarkowa, wzorem narzędzi od Google czy otwartych projektów społeczności (jak w przypadku słuchawek Nothing), ale niestety na razie musimy zadowolić się w tym wypadku smartfonem.
Czy warto?
Beyerdynamic MMX 150 Wireless to moim zdaniem jedne z najwygodniejszych i najlepiej brzmiących słuchawek gamingowych, z jakimi miałem do czynienia. Oferują dojrzałe, neutralne brzmienie, świetny mikrofon pojemnościowy i rewelacyjnie rozwiązaną, podwójną łączność.
Minusy
Plusy
Jeśli szukasz sprzętu do CS2 czy Valoranta i jesteś w stanie przymknąć oko na brak dedykowanego oprogramowania na Windowsa oraz brak kinowego, dudniącego basu – to zakup, którego absolutnie nie pożałujesz.
Sprzęt został wypożyczony od producenta.
Dodaj komentarz