Rynek bezprzewodowych słuchawek wokółusznych z segmentu premium przypomina od dłuższego czasu bezpieczną, usystematyzowaną stagnację. Liderzy co dwa lata prezentują sprawdzone, bliźniacze konstrukcje, wymieniając jeden procesor, dodając subtelne poprawki w algorytmach ANC i przyzwyczajając nas do wszechobecnej wtórności.
Kiedy na rynku zadebiutował model WH-1000XM6, stało się jasne, że masowy klient otrzymał dokładnie to, czego oczekiwał – potężny bas i świetne odcięcie od szumów otoczenia. Co jednak zrobić z entuzjastami, którzy od technologii oczekują czegoś więcej i szukają unikalnego charakteru?
Na dziesięciolecie swojej legendarnej serii Sony postanowiło pokazać pełnię swoich możliwości inżynieryjnych i zaprezentować sprzęt bezkompromisowy. W moje ręce trafiły słuchawki Sony WH-1000X The Collexion (znane też jako WH-1000XX). To flagowy pokaz siły, który ma udowodnić, że w świecie nowoczesnego audio wciąż jest miejsce na luksus i odważne rozwiązania. Spędziłem z nimi ostatnie kilka tygodni, rzucając je na głęboką wodę codziennych obowiązków, dalekich podróży i wymagających odsłuchów, by przekonać się, czy mamy do czynienia z nowym wyznacznikiem rynkowych standardów.
Stalowy powrót do korzeni rzemiosła i jakości premium
Kiedy pierwszy raz wziąłem do ręki nowy sprzęt z jubileuszowej edycji, oczekiwałem, że od pierwszej sekundy poczuję unikalność tej konstrukcji. I tutaj japoński producent w pełni stanął na wysokości zadania. Możesz zapomnieć o tradycyjnych tworzywach sztucznych – w modelu The Collexion za najbardziej newralgiczne punkty słuchawek, czyli mechanizm regulacji oraz zawiasy, odpowiada stal nierdzewna. Co niezwykle istotne, te elementy to nie tylko triumf zaawansowanej inżynierii, ale i prawdziwego, tradycyjnego kunsztu.
Każdy stalowy komponent w tym modelu jest wykończony ręcznie przez japońskich rzemieślników, co sprawia, że płynna, działająca z perfekcyjnym, lekkim oporem regulacja pałąka działa najlepiej w historii całej serii WH-1000X. Zastosowanie takich materiałów zostawia na wadze słuchawek zauważalny ślad – ważą dokładnie 311 gramów, co oznacza, że są o równe 58 gramów cięższe od modelu XM6.
Choć na papierze taka różnica mogłaby budzić obawy o komfort, w praktyce konstrukcja dosłownie znika na głowie. Projektanci zastosowali genialnie wyważone poduszki z miękkiej pianki, a pałąk i nauszniki pokryto materiałem skóropodobnym, który perfekcyjnie imituje naturalną skórę. Sam pałąk ma zresztą unikalną właściwość – po założeniu delikatnie rozszerza się na boki, równomiernie rozkładając masę.
Miałem okazję testować je podczas pierwszych ciepłych, słonecznych dni w Polsce i nawet przy szybkim marszu w pełnym słońcu nauszniki nie powodowały nadmiernego przegrzewania uszu, oferując wzorową ergonomię podczas wielogodzinnych sesji. Trzeba mieć jednak na uwadze, że przy wyższych temperaturach czy też w trakcie upalnego lata mogą przy długich sesjach na zewnątrz mogą powodować termiczny dyskomfort.
Konstrukcja nie składa się w tradycyjny sposób, a muszle obracają się jedynie na płasko. Dla osób przyzwyczajonych do ultrakompaktowych rozwiązań może to być pewien kompromis, jednak Sony sprytnie wybrnęło z tej sytuacji za pomocą dołączonego etui. Przypomina ono designerską torebkę z wygodnym uchwytem do przenoszenia.
Dzięki smukłemu profilowi słuchawek etui świetnie zagospodarowuje przestrzeń w plecaku czy torbie, eliminując problem marnowania wolnego miejsca. Warto odnotować, że w zestawie znajdziemy klasyczny przewód jack-jack do pracy przewodowej, jednak producent zrezygnował z dorzucenia kabla USB-C do ładowania – przy tak pozycjonowanym produkcie obecność dedykowanego przewodu zasilającego w pudełku powinna być jednak standardem.
Nowe procesory i potęga symulowanego dźwięku przestrzennego
Kwestia charakterystyki brzmienia w bezprzewodowych modelach Sony od lat wywołuje ożywione dyskusje wśród fanów dobrego audio. Japończycy w modelach Bluetooth stawiają zazwyczaj na rozrywkowe, ciemniejsze strojenie z mocno zarysowaną podstawą basową. W przypadku The Collexion zastosowano przetwornik 30 mm, podobnie jak w modelu WH-1000XM6.
Niemniej finalny efekt jest zauważalnie bardziej przejrzysty, nieco jaśniejszy i satysfakcjonujący niż w modelu XM6. Dół pasma wciąż jest solidnie wyeksponowany, ale wysokie tony potrafią zachwycić – są ostre, precyzyjne i czyste. Domyślna, fabryczna scena muzyczna mogłaby być nieco szersza (przy wielkich dziełach symfonicznych brakuje głębi planów), ale słuchawki nadrabiają to rewelacyjną separacją instrumentów.
Prawdziwym asem w rękawie okazują się jednak nowe procesory V3 oraz QN3, które napędzają dedykowane tryby Upmix. Sony odeszło od jednego, uniwersalnego algorytmu przestrzennego na rzecz trzech zupełnie różnych profili, które diametralnie zmieniają percepcję dźwięku:
- Tryb Muzyczny: To ambitna próba tchnięcia życia w klasyczne nagrania stereo. Algorytm stara się wyciągnąć wokale do przodu i rozbudować przestrzeń wokół głowy słuchacza. Efekt końcowy mocno zależy od sposobu realizacji i miksu samego utworu – w niektórych realizacjach jazzowych czy rockowych potrafi stworzyć atmosferę małego klubu, choć przy skomplikowanych utworach fani mogą preferować tradycyjny odsłuch.
- Tryb Filmowy: To absolutne mistrzostwo świata. Odpalenie filmu Interstellar dosłownie wgniata w fotel. Procesory wykonują tytaniczną pracę, symulując pełną, wielokanałową sferę dźwiękową. Niskie tony zyskują kinową potęgę, a odgłosy tła i dialogi krążą wokół nas z precyzją, do której żadne tradycyjne słuchawki nie miały dotąd podejścia. To wrażenie zasiadania w prywatnej sali kinowej z pierwszorzędnym nagłośnieniem.
- Tryb do Gier: Nastawione na pozycjonowanie, które drastycznie zwiększa immersję i pozwala namierzyć kierunek, z którego nadchodzi zagrożenie.
Niestety z trybami Upmix jest jeden zasadniczy problem. Nie da się z nich skorzystać po podłączeniu słuchawek kablem jack. Szkoda, bo uniemożliwia to wykorzystanie tego potężnego cyfrowego audio w parze z mobilnymi konsolami pokroju Steam Decka czy ASUS ROG Ally X, czy nawet komputerem lub tabletem, gdzie łączność przewodowa eliminuje jakiekolwiek opóźnienia. Jest to o tyle zaskakujące, że tryby Upmix mają swój dedykowany przycisk na lewej słuchawce, a dodatkowo tryby ANC można zmieniać nawet w przypadku połączenia przewodowego.
Sytuację brzmieniową możemy dopasować pod własne preferencje w aplikacji mobilnej. Niemniej jest to wciąż klasyczny, 10-pasmowy korektor graficzny ze stałymi częstotliwościami. A to rozwiązanie, szczególnie na tle innych producentów jest już nieco archaiczne, zwłaszcza w tej klasie sprzętu. Sony mogłoby zainspirować się rozwiązaniami znanymi choćby z aplikacji od Nothing, gdzie zaawansowany korektor parametryczny pozwala na swobodne przesuwanie punktów częstotliwości i łatwe dzielenie się profilami brzmieniowymi za pomocą kodów QR.
Bezkonkurencyjne wyciszenie i komfort codziennej komunikacji
W dziedzinie aktywnej redukcji szumów Sony od lat zasiada na bezpiecznym tronie i model The Collexion tylko to potwierdza. ANC w tych słuchawkach to absolutny majstersztyk. Co niezwykle ważne, spektakularne efekty zaczynają się od samej izolacji pasywnej – muszle odcinają od otoczenia nawet wtedy, gdy urządzenie jest całkowicie wyłączone.
Uruchomienie ANC powoduje, że wkracza się w strefę absolutnego, błogiego spokoju. Szum miasta, głośni domownicy, remont za ścianą czy pracująca za plecami drukarka 3D praktycznie przestają istnieć. To idealne narzędzie do pracy w skupieniu i niezastąpiony towarzysz do wielogodzinnych lotów samolotem.
Równie imponująco wypada kultura prowadzenia rozmów telefonicznych. Zestaw sześciu mikrofonów wspieranych przez sztuczną inteligencję separuje głos od hałasów tła. Nawet w wietrzny dzień na ruchliwej ulicy rozmówca usłyszy Cię wyraźnie, bez konieczności nienaturalnego podnoszenia głosu. Ogromnym plusem jest fakt, że podczas połączenia słuchawki automatycznie przechodzą w delikatny, subtelny tryb transparentny – słychać dzięki temu własny głos, co zapobiega intuicyjnemu krzyczeniu do mikrofonu i drastycznie podnosi komfort konwersacji.
Na koniec słowo o zasilaniu. Realny czas pracy bez problemu dobija do deklarowanych przez producenta 24 godzin z włączonym trybem ANC oraz do 32 godzin, jeśli zrezygnujemy z aktywnej redukcji szumów. To wyniki w zupełności wystarczające, by przetrwać długą podróż bez nerwowego szukania gniazdka. Niemniej patrząc na rynkową konkurencję, gdzie znacznie tańsze modele potrafią oferować jeszcze kilkukrotnie dłuższe czasy pracy, flagowy model jubileuszowy mógłby wyznaczać w tej kategorii nieco odważniejsze granice.
Model prawdziwie jubileuszowy
Sony WH-1000X The Collexion to produkt wyjątkowy, stanowiący pokaz kunsztu i technologicznej dojrzałości. Japoński producent stworzył inżynieryjne dzieło sztuki użytkowej – zastosowanie ręcznie szlifowanej stali nierdzewnej w zawiasach nadaje konstrukcji niesamowitą trwałość i charakter prawdziwego produktu premium, który znika na głowie mimo sporej wagi.
Minusy
Plusy
System ANC to absolutny rynkowy szczyt, a tryb filmowy Upmix redefiniuje pojęcie mobilnego kina. Choć fabryczna scena mogłaby być szersza, korektor w aplikacji potrzebuje unowocześnienia, a funkcje przestrzenne powinny działać także po kablu, to w ogólnym rozrachunku słuchawki bronią się niesamowitą kompletnością i trwałością. To idealny wybór dla wymagającego technofila szukającego bezkompromisowego komfortu, ciszy i unikalnego rzemieślniczego sznytu.
Sprzęt został wypożyczony od producenta.
Dodaj komentarz