Do
góry

Ile przyjdzie nam zapłacić za Google?

Monetyzowanie informacji zdecydowanie opłaca się zarówno Google, jak i „dawcom”, ale jednocześnie skłania do poważnej refleksji. Co jeśli nagle przestałoby to być opłacalne i przyszło nam zapłacić za produkty i usługi Google?

Prawdziwa (krypto)waluta Google

Reklamy w witrynach internetowych i osoba trzymająca plik pieniędzy.

Dzisiaj możemy korzystać ze znacznej większości witryn i aplikacji, bez konieczności uiszczania opłat pieniężnych. Takie z pozoru „darmowe” serwisy pobierają opłatę w postaci informacji o nas i o naszych czynnościach. Następnie takie dane trafiają pod młotek na specjalne giełdy lub bezpośrednio do innych firm, gdzie wykorzystuje się je do najróżniejszych zastosowań. Jednakże nie każda „darmowa” platforma opiera swoje utrzymanie właśnie o handel informacjami użytkowników – są jeszcze reklamy.

Jak każda firma, Google nie lubi się chwalić tym, ile danych posiada, co z nimi robi, ile są warte albo gdzie trafiają. Jednakże wiadomo, że firma ta utrzymuje znaczną część swoich usług właśnie dzięki personalizowanym reklamom, które oferuje innym podmiotom. Sklepy płacą Google za możliwość wyświetlania ich produktów w tych reklamach, a Google płaci zewnętrznym serwisom za ich wyświetlanie. 

Niestety aby były „personalizowane”, trzeba znać upodobania osób którym mają się wyświetlać, czyli Google musi dysponować odpowiednimi danymi. A te gromadzi monitorując i analizując internetową aktywność swoich użytkowników. Rzekomo są to anonimowe informacje, które nie są nigdzie udostępniane i sprzedawane.

A co gdyby tylko pieniądze były „walutą” Google?

karta kredytowa w dłoni użytkownika laptopa

Ciężko stwierdzić jak wyglądałby Internet, gdyby Google i wszystkie jego usługi byłyby płatne już od samego początku. Również ciężko oszacować ile warte są dane i jaki wpływ miałyby na ekonomię tej firmy oraz potencjalne ceny produktów. Jest to temat tak szeroki, rozległy, pełen zmiennych i losowości, że nie ma sensu analizować takich szczegółów. Łatwiejsze i rozsądniejsze jest przewidywanie skutków i wizerunku potencjalnej przyszłości. 

Google uzależniło nas bardzo od swoich, systemów operacyjnych, platform, aplikacji, wyszukiwarek, metod płatności, jak i urządzeń. Niektórzy nie wyobrażają sobie pracy, rozrywki, Internetu, a nawet życia bez produktów Google, bo są już tak zakorzenione w społeczeństwie. Większość osób wolałaby pozostać i płacić, niż szukać darmowych lub tańszych zamienników. Widać to chociażby po Huaweiu, którego smartfony stały się wręcz niszowe po tym, jak zostały odcięte od mobilnych usług Google.

Taka wierność użytkowników pozwoliłaby Google na ustalanie stosunkowo wysokich cen. Jednakże nawet uwzględniając ten fakt, ciągle jest to niemożliwe, żeby Google żądało absurdalnie ogromnych kwot z dwóch prostych powodów. Google jeszcze nie jest monopolistą i ludzka ignorancja ma swój limit. 

Wysoka cena abonamentu lub licencji, która by za bardzo ingerowała w budżet gospodarstwa lub firmy, skutkowałaby przejściem do konkurencji. Natomiast Google, poza kilkoma specjalistycznymi wyjątkami, nie oferuje niczego unikatowego. W najgorszym wypadku istnieje minimum jeden konkurencyjny zamiennik. Jednakże, jak to ze wszystkimi alternatywami bywa, trzeba się zastanowić czy są one warte uwagi.

Podejmij decyzję, bo zrobi to ktoś inny

Osoba w pozycji leżącej zastanawiająca się nad wyborem kupna usługi Google

Załóżmy, że Google informuje nas o tym, że za X miesięcy poczta Gmail przestaje być „darmowa”. Okazuje się, że nasz adres mailowy, który służy od 10 lat do zakładania kont i kontaktowania się ma nas kosztować skromne X zł miesięcznie. Czy warto męczyć się i przenosić setki kont oraz kontaktów na inny darmowy adres mailowy? Czy może lepiej płacić X zł miesięcznie przez następne Y lat? 

Praca, kontakty i konta swoją drogą, ale teraz dajmy na to, że YouTube przestaje być „darmowy”. Z platformy znikają wszystkie reklamy, ale trzeba za nią zapłacić ekwiwalent obecnego YouTube Premium. Zatem 22,99 zł dla klientów indywidualnych i 32,99 zł dla rodziny. Część twórców przeniosłaby się na alternatywne portale, a część nadal by została przez ewentualne prawne ograniczenia lub opłacalność YouTube. Czy wtedy warto płacić za rozrywkę 22,99 zł albo 32,99 zł przez X lat, czy raczej lepiej szukać jej gdzieś indziej?

Prawdziwy dylemat jest dopiero z systemem Android. Jednorazowa licencja za 29,99 zł nie byłaby problemem. Natomiast już 629,99 zł (oficjalna cena Windows 10 Home) mogłoby okazać się sporą ingerencją w budżet. Taki scenariusz z pewnością wiązałby się z poszukiwaniem alternatyw, których niestety nie ma zbyt wiele pośród mobilnych systemów operacyjnych. Czy w takiej sytuacji nawet najwierniejszy fan Androida były w stanie przejść na iOS?

A co z wyszukiwarką ‐ płacić za każde pojedyncze wyszukanie X zł, czy może lepiej wybrać ją w abonamencie za Y zł miesięcznie? A może lepiej przenieść się na ograniczone i mniej celne darmowe zamienniki? 

Podobne pytania można sobie zadać w przypadku Google Pay, Asystenta Google, Map Google, itp. 

Jak będziemy płacić za Google?

Osoba wyłaniająca się z ekranu laptopa, trzymająca kartę kredytową

Google musiałoby zastosować różne formy opłat, ponieważ jego produkty są drastycznie różne. Zapewne gigant postanowiłby podążać ścieżką udeptaną przez Microsoft, ponieważ jest do niego bardzo podobne. Część aplikacji i narzędzi wymagałaby opłacania abonamentów pojedyńczych lub zbiorowych, a systemy operacyjne licencji. No chyba, że przełomowe Google wymyśliłoby nową rewolucyjną formę uiszczania opłat, inną niż dane użytkowników. Pytanie tylko czy przejście na płacenie pieniędzmi za produkty i usługi wyeliminowałoby gromadzenie danych i spersonalizowane reklamy?

Dlaczego teraz nie jest płatne?

Grono osób korzystające ze smartfonów  z systemem Android od Google

Skoro zarobki Google są ściśle powiązane z liczbą użytkowników, to firma chce mieć ich jak najwięcej. Natomiast więcej użytkowników oznacza więcej danych do udoskonalania i rozpowszechniania personalizowanych reklam. Konieczność opłacania produktów wiązałaby się ze spadkiem liczby użytkowników i ich cennych danych. Zatem dopóki informacje użytkowników są „walutą”, to Google nie powinno żądać opłat pieniężnych, przynajmniej za istniejące już produkty i usługi. 

Za „darmo” to nieuczciwa cena

Konfiguracja Google Chrome z odznaczoną rubryką w polu na zgodę na dzielenie się statystykami i raportami

Jak widać Google tylko z pozoru nie wymaga żadnych opłat. Podobnie jest z milionami innych producentów, witryn, serwisów i platform, które nie chcą od nas nawet jednej złotówki. Mimo wszystko należy pamiętać, że jeżeli coś jest darmowe, to my sami jesteśmy produktem i dotyczy to nie tylko Internetu. 

Źródło części informacji: Fast Company

Dzwoneczek

Bądź na bieżąco! 

Włączenie powiadomień wiąże się z przekazaniem anonimowych danych zewnętrznemu usługodawcy. Więcej informacji

Komentarze

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Wpisane wyżej dane oraz Twój adres IP zostaną przesłane do serwisu Akismet w celu ochrony przed spamem. Więcej informacji

  • Bardzo ciekawy artykuł.
    Ostatnio doszedłem do wniosku, że „darmowe” usługi najwięcej nas kosztują i dlatego nie opłaca się z nich korzystać. „Darmowe” usługi nas uzależniają, a każde uzależnienie jest niezdrowe i ogranicza naszą wolność.
    Obecnie robię przegląd „darmowych” usług, z których korzystam. Z części rezygnuję, a za te, które pozostaną mam zamiar płacić. Fajnie, że niektóre darmowe usługi np. Wikipedia umożliwiają przekazanie datku.

    • Dziękuje, za docenienie. Taki przegląd usług to naprawdę gigantyczne przedsięwzięcie. W każdym razie życzę powodzenia i mam nadzieję, że się opłaci 🙂