Ale jak to modeli, czy istnieje więcej niż jeden RTX 4090?
Odpowiedź na pytanie brzmi — i tak i nie, ponieważ teoretycznie RTX 4090 i 4090 D to dwie różne karty jednak w praktyce ta druga jest okrojoną wersją oryginału dedykowaną na rynek chiński. Cechą charakterystyczną jest to zredukowanie maksymalnego poboru mocy z 450 W do dopuszczalnych na rynku azjatyckim 425 W. Jednak jak to się mówi „coś kosztem czegoś”, a zmniejszone zapotrzebowanie na prąd osiągnięte zostało kosztem niższej wydajności.

W tym przypadku oznacza to obniżenie ilości jednostek renderujących o około 11% oraz nieco niższy zegar bazowy układu co ogranicza wydajność. Zmiany dotyczą jednak samego układu graficznego, ponieważ obydwa modele są wyposażone w tę samą pamięć ram – 24 GB GDDR6X z 384-bitową szyną, taktowaniem 21000 MHz oraz przepustowością do 1008 Gb/s. Tym, co budzi spore kontrowersje, jest cena karty, która nie uległa zmianie w stosunku do dostępnego w początkowej fazie standardowego RTX 4090.
Zatem jak to będzie?
Nie wiadomo jak ruch Zielonych wpłynie na sytuację w Chinach, ale w odniesieniu do pozostałych rynków światowych spodziewać można się dwóch rzeczy — braku dostępności najmocniejszych modeli w sprzedaży a z czasem wzrostu cen zarówno w przypadku tych nowych jak i używanych. Wiele zależy też od tego, na jakim poziomie uplasują się ceny następców z 5 generacji — RTX 5090 i 5090 D a do chwili pojawienia się jakichkolwiek informacji na temat przybliżonego kosztu ciężko jest, chociażby „gdybać”.

W danym momencie trudno jest jednoznacznie ocenić jak potoczą się losy RTX-ów i można jedynie spekulować, oczekując na przyszłoroczną premierę. Jedno jest jednak pewne – „wszystko, co dobre ma swój kres” a podobna kolej rzeczy czeka każdą poprzednią i kolejną generację GPU, jest to tylko kwestią czasu.
Źródła: WCCFTech, Yahoo!Tech
Grafiki: PNY, Extreme Tech
Dodaj komentarz