Użytkownik czuje się dobrze, ale następnego dnia zaczyna kaszleć. To brzmi jak reklama futurystycznego gadżetu. Naukowcy rzeczywiście badają jednak, czy niewielkie zmiany fizjologiczne pozwalają wykryć infekcję przed pierwszymi objawami. Wyniki są interesujące, choć mniej jednoznaczne niż hasła producentów.
Zegarek nie szuka wirusa. Szuka zmian względem ciebie
Większość smartwatchy nie potrafi ustalić, czy organizm zaatakował wirus grypy albo SARS-CoV-2. Ich czujniki mierzą parametry, na które infekcja może wpływać: tętno spoczynkowe, częstość oddechu, temperaturę skóry, sen i aktywność. Część urządzeń analizuje też HRV, czyli zmienność odstępów między uderzeniami serca – wskaźnik związany z pracą autonomicznego układu nerwowego.
Najcenniejsza jest historia pomiarów. Tętno spoczynkowe 72 uderzenia na minutę niewiele znaczy bez kontekstu. Dla jednej osoby to codzienność, dla innej wyraźny wzrost względem typowych 55. Algorytm porównuje nowe odczyty z indywidualną linią odniesienia i szuka nietypowego zestawu zmian.
Podobne sygnały pojawiają się jednak po alkoholu, nieprzespanej nocy, stresie czy ciężkim treningu. Zegarek nie zawsze rozpozna przyczynę.
Apple Watch i Oura pokazują, jak działa wczesne ostrzeganie
Apple rozwija aplikację Parametry życiowe, która analizuje dane zbierane podczas snu: m.in. tętno, częstość oddechu, temperaturę nadgarstka i długość snu. Dostępność poszczególnych pomiarów zależy od modelu oraz regionu. Po co najmniej siedmiu nocach zegarek wyznacza typowe zakresy. Jeśli kilka parametrów jednocześnie wykracza poza normę użytkownika, może rano wyświetlić powiadomienie.
To oczywiście informacja o odchyleniu, nie zaś komunikat „masz grypę”. Apple zaznacza, że aplikacja nie jest przeznaczona do zastosowań medycznych.
Jeszcze bardziej wymowną nazwę ma Radar objawów firmy Oura. Działa w inteligentnych pierścieniach, a nie zegarkach, lecz dobrze ilustruje kierunek rozwoju urządzeń noszonych. Analizuje temperaturę, oddech, tętno spoczynkowe i HRV, oceniając oznaki obciążenia organizmu. Funkcja jest dostępna także w Polsce na obsługiwanych urządzeniach z aktywnym członkostwem. Wymaga co najmniej siedmiu nocy pomiarów z ostatnich dwóch tygodni. Producent zastrzega, że alert może pojawić się mimo dobrego samopoczucia, a choroba rozwinąć się bez żadnego ostrzeżenia.
Co wykazały badania? 63 proc. to nie gwarancja
W 2020 roku badacze ze Stanford University School of Medicine opisali w „Nature Biomedical Engineering” analizę danych z urządzeń noszonych. W grupie ponad 5,2 tys. osób znaleziono 32 zakażone COVID-19, dla których dostępne były odpowiednie zapisy. U 26 wykryto zmiany parametrów fizjologicznych lub aktywności. Zespół opracował eksperymentalny algorytm alertów, który na podstawie analizy historycznych danych mógł ostrzec przed objawami lub w momencie ich wystąpienia w około 63 proc. przypadków.
Nie oznacza to, że dowolny smartwatch w sklepie osiąga taką skuteczność. Wynik dotyczył określonego algorytmu, małej grupy zakażonych i danych z początku pandemii. Występowały też fałszywe alarmy.
Nowszy obraz daje analiza 42 przeglądów naukowych, opublikowana w czerwcu 2026 roku w recenzowanym czasopiśmie „PLOS Digital Health”. Zespół związany z Emory University stwierdził, że wiarygodność pomiarów zależy od urządzenia i parametru, a dowodów na korzyści kliniczne z wielu zastosowań nadal jest niewiele. Stosunkowo mocne podstawy mają pomiary tętna i wykrywanie migotania przedsionków. To jednak inne zadanie niż przewidywanie infekcji.
Na co zwrócić uwagę przy wyborze zegarka?
Osoba zainteresowana monitorowaniem zdrowia może zacząć od sprawdzenia, jakie parametry mierzy dany smartwatch, ale lista czujników to dopiero początek. Znaczenie mają dokładność, wygoda podczas snu, czas pracy na baterii i dostępność konkretnych funkcji w Polsce. Trzeba też ustalić, czy analiza trendów wymaga abonamentu i gdzie przechowywane są dane zdrowotne.
Odczyt temperatury nadgarstka nie zastępuje termometru medycznego. Podobnie obecność pulsoksymetru albo EKG w specyfikacji nie gwarantuje, że każdy wynik ma wartość diagnostyczną. A zegarek, który co noc leży na ładowarce, nie zbuduje historii potrzebnej do wykrywania odchyleń podczas snu.
Gdzie kończy się wellness, a zaczyna medycyna?
Niektóre funkcje smartwatchy już wkroczyły na teren wyrobów medycznych. Systemy analizujące nieregularny rytm serca mogą wskazać potrzebę wykonania EKG lub konsultacji. Ostrzeżenie o nietypowych nocnych parametrach jest jeszcze mniej swoiste. Przyspieszone tętno może oznaczać infekcję, odwodnienie, stres albo działanie leków. Nie pozwala zidentyfikować patogenu. Zastąpienie testu diagnostycznego wykresem z aplikacji mogłoby prowadzić do błędnych decyzji.
Wielotygodniowa historia bywa natomiast pomocna w rozmowie z lekarzem: pozwala określić, kiedy pojawiła się zmiana i czy utrzymuje się przez kolejne dni.
Zegarek wysłał alert, ale czujesz się dobrze. Co teraz?
Najpierw sprawdź, co się zmieniło i czy istnieje proste wyjaśnienie: krótszy sen, wysiłek, podróż czy alkohol. Jeśli czujesz się dobrze, potraktuj sygnał jako zachętę do obserwacji samopoczucia i regeneracji, nie jako diagnozę. Przy niepokojących lub utrzymujących się objawach potrzebna jest konsultacja medyczna. Brak alertu nie powinien z kolei uspokajać osoby, która wyraźnie czuje się chora.
Najciekawsze jest to, że smartwatch może dostrzegać subtelne odchylenia, których sami nie zauważylibyśmy podczas zwykłego dnia. W 2026 roku zegarki coraz lepiej rozpoznają odstępstwa od indywidualnej normy. Nadal są jednak dodatkowymi źródłami informacji, a nie elektronicznymi diagnostami.
Tekst powstał we współpracy z Morele
Dodaj komentarz