Słuchawki bezprzewodowe stały się w pewnym sensie wymaganym dodatkiem do każdego smartfona. Producenci zabrali złącza słuchawkowe, a zamiast tego rozwijają najróżniejsze technologie bezprzewodowe.
Dlatego w efekcie powstało mnóstwo różnorodnych modeli słuchawek, by odpowiedzieć na najbardziej wyrafinowane potrzeby klientów. Dzisiaj podpowiemy Wam, który model będzie dla Was najodpowiedniejszy.
Urządzenie miesiąca
Sony WF-1000XM5
Słuchawki do 100 zł
motorola Moto Buds
Zejście poniżej „stówy” w świecie audio zazwyczaj oznacza bolesne kompromisy, ale Motorola postanowiła udowodnić, że tanie nie musi znaczyć „nieużywalne”. Zamiast udawać klasę premium, producent postawił na to, co najważniejsze dla przeciętnego zjadacza chleba – solidne uderzenie.
Głównym atutem jest tu ogromny przetwornik dynamiczny, który pompuje bas z siłą łamiącą prawa fizyki w tej klasie cenowej. Ten budżetowy model z mocnym basem świetnie izolują pasywnie, choć o aktywnym ANC trzeba zapomnieć. Bateria trzyma zadowalające 9 godzin na jednym ładowaniu, a aplikacja mobilna pozwala na lekką korektę EQ. Zaskakuje też bardzo sensowna jakość mikrofonów – wiatr na przystanku tramwajowym nie zamienia Twojego głosu w zniekształcony bełkot.
Wybierz je, jeśli masz sztywny budżet, często gubisz słuchawki i zależy Ci po prostu na mocnym, rozrywkowym brzmieniu podczas treningu. Unikaj, jeśli słuchasz jazzu, klasyki lub szukasz analitycznej separacji instrumentów.
Słuchawki do 200 zł
OPPO Enco Air4
Dla wielu z nas klasyczne „dokanałówki” to po prostu koszmar i udręka. OPPO doskonale rozumie ten problem, dlatego w modelu Enco Air4 idzie zupełnie inną drogą. Trzeba to podkreślić z pełną mocą: to są słuchawki douszne, a nie dokanałowe.
Taka otwarta konstrukcja po prostu wygodnie opiera się na małżowinie. Te pozwalają uchu oddychać i nie odcinają Cię brutalnie od otoczenia. Aby zrekompensować ubytki basu wynikające z braku pełnego uszczelnienia, producent wrzucił do środka potężne przetworniki. Dźwięk jest dzięki temu przestrzenny i czysty, a bateria przetrwa długie sesje bez wracania do etui. Oczywiście taka budowa oznacza siłą rzeczy słabszą izolację pasywną – w głośnym pociągu usłyszysz szum – ale dla osób o wrażliwych kanałach słuchowych to niezwykle uczciwa wymiana.
Bierz je w ciemno, jeśli zależy Ci na maksymalnym komforcie, a tradycyjne, gumowe końcówki wywołują u Ciebie ból po kilkunastu minutach. Zrezygnuj, jeśli szukasz sprzętu do samolotu i oczekujesz absolutnego odcięcia od hałasu z zewnątrz.
Soundcore P40i
Wyobraź sobie, że kupujesz bilet na lot w klasie ekonomicznej, a lądujesz w wygodnym fotelu z darmowym drinkiem. Takie właśnie uczucie towarzyszy pierwszemu kontaktowi z Soundcore P40i.
Producent od lat terroryzuje konkurencję w niższych budżetach, a ten model to wręcz brutalny pokaz siły w kategorii opłacalności. Jednym z najmocniejszych elementów jest paradoksalnie etui ładujące, które po otwarciu zamienia się w stabilną podstawkę pod smartfona. Genialne w swojej prostocie podczas oglądania YouTube’a w pociągu. Jednak ten model błyszczy przede wszystkim technologią.
Adaptacyjna redukcja szumów w tym modelu wycina niskie tony skuteczniej niż sprzęty dwukrotnie droższe. Brzmienie to klasyczne, amerykańskie „V”, które można łatwo okiełznać w autorskiej aplikacji Soundcore. Minusem jest dość masywna budowa samych pchełek, która może uwierać w mniejszych uszach.
Idealny wybór dla studentów, osób często podróżujących i miłośników filmów na telefonie. Zrezygnuj tylko wtedy, gdy masz bardzo małe małżowiny uszne.
SONY WF-C510
Nie sztuką jest naszpikować słuchawki technologią tak, że wystają z uszu jak anteny. W modelu WF-C510 Japończycy postawili na absolutny minimalizm i stworzyli pchełki, w których można niemal zapomnieć, że ma się je w uszach.
Nie znajdziesz tu aktywnej redukcji szumów (ANC), ale to celowy zabieg. Kształt słuchawki tak genialnie wpasowuje się w kanał słuchowy, że pasywna izolacja załatwia większość roboty. To rewelacyjne, kompaktowe słuchawki bezprzewodowe z multipointem tak po prostu, na co dzień. To w dużym skrócie oznacza, że płynnie przepinają się między komputerem na Teamsach a telefonem dzwoniącym w kieszeni. Dźwięk jest bezpieczny, ciepły i zoptymalizowany pod pop i podcasty, a system DSEE odzyskuje jakość ze skompresowanych plików na Spotify.
To bezpieczny, sprawdzony wybór dla osób o drobnych uszach, pracujących hybrydowo, potrzebujących niezawodnego połączenia z dwoma urządzeniami naraz. Brak ANC wyklucza je jednak jako sprzęt do samolotu.
Słuchawki do 300 zł
MOONDROP Space Travel 2 ANC
Większość tanich TWS-ów brzmi jak basowa papka z puszki. I nagle wchodzi Moondrop, marka znana z audiofilskich monitorów dokanałowych z modelem wyglądającym jak rekwizyt z anime. To sprzęt, który krzyczy designem, ale swoje prawdziwe pazury pokazuje dopiero po wciśnięciu „Play”.
Przezroczyste etui (bez zamknięcia!) to tylko przedsmak. Te nietuzinkowe słuchawki zostały zestrojone pod krzywą VDSF, co w ludzkim języku oznacza: brzmią naturalnie, przestrzennie i niezwykle szczegółowo. Wokale są wysunięte do przodu, a bas jest punktowy, a nie rozlewający się na resztę pasma. ANC w drugiej generacji zostało poprawione, ale bądźmy szczerzy – to wciąż tylko podstawowe tłumienie, które przegrywa choćby z Soundcore. Dodatkowo brak pokrywki w etui oznacza, że słuchawki łapią kurz w kieszeni, ale magnesy trzymają na tyle solidnie, że nie trzeba się o nie martwić.
Bierz w ciemno, jeśli zależy Ci na krystalicznie czystym dźwięku i słuchasz muzyki wokalnej, akustycznej lub gitarowej, a plastikowe, nudne obudowy przyprawiają Cię o mdłości. Omijaj, jeśli pracujesz w bardzo głośnym biurze.
Xiaomi Redmi Buds 6 Pro
Xiaomi nie bawi się w subtelności. Ich strategia w linii Redmi od zawsze polega na wrzuceniu specyfikacji flagowca i przekreśleniu ceny na pół. Pchełki z liczbą 6 w nazwie to brutalny atak na całą konkurencję tego segmentu.
Na papierze i w uszach to prawdziwy potwór. To jedne z najbardziej opłacalnych słuchawek w tej cenie, do tego z dźwiękiem Hi-Res i potężnym ANC na poziomie deklarowanych 55 dB. W praktyce oznacza to niemal absolutną ciszę w pociągu czy samolocie. Przetworniki są w stanie generować nie tylko głęboki, ale i czysty dźwięk, a wsparcie dla przestrzennego audio robi całkiem niezłe wrażenie przy oglądaniu filmów. Słabym punktem Xiaomi od zawsze pozostaje mikrofon przy silnym wietrze – algorytmy potrafią „wyciąć” nie tylko szum ulicy, ale też to co mówisz.
Jeśli dla Ciebie liczy się surowy stosunek parametrów do ceny i szukasz absolutnego odcięcia od hałaśliwego otoczenia – w tej cenie nie znajdziesz nic lepszego. Jeśli jednak prowadzisz godziny rozmów telefonicznych w terenie, poszukaj czegoś innego.
Beats Solo Buds
Inżynierowie Beats, czyli w zasadzie Apple dokonali rzeczy absurdalnej. Wycięli z etui ładującego… baterię. Pudełko służy wyłącznie do przechowywania słuchawek i ładowania ich bezpośrednio z kabla. Efekt? Jedno z najmniejszych etui na rynku, wielkości dwóch kostek do gry.
Ten model to genialny ukłon w stronę użytkowników iOS, którzy nie chcą wydawać fortuny na bazowe AirPods. Parowanie to ułamek sekundy (działa też Fast Pair na Androidzie). Same pchełki trzymają imponujące 18 godzin na jednym ładowaniu. W końcu nie da się ich doładować tylko z pomocą etui. A brzmienie przeszło ogromną ewolucję – nie jest to już tylko rozlany, dudniący dół, ale całkiem zbalansowany, angażujący dźwięk. Brak redukcji szumów i dość uboga aplikacja to wady wynikające wprost z ceny.
To idealny zakup dla osoby, która nosi małe torebki lub ma ciasne kieszenie w spodniach i w pełni opiera się na ekosystemie Apple. Jeśli jednak często zapominasz o ładowarce i polegasz na „zapasie” prądu w etui – to nie jest sprzęt dla Ciebie.
cmf Buds 2 Plus
Przeczytaj pełną recenzję!
Marka-córka firmy Nothing wzięła rynek budżetowego audio szturmem, krzycząc: „tanie sprzęty nie muszą być brzydkie!”. Druga iteracja ich słuchawek z plusem to sprzęt, który wyciągasz w kawiarni na stół i wiesz, że ktoś na pewno o niego zapyta.
Można pokusić się o stwierdzenie, że obudowa to małe dzieło sztuki użytkowej z fizycznym pokrętłem. Niestety nie pełni ono żadnej faktycznej funkcji jak miało to kiedyś miejsce w modelu z dopiskiem „Pro”. Te minimalistyczne słuchawki oferują brzmienie nakierowane na czystą, niczym nieskrępowaną rozrywkę. Bas jest tu tak gęsty, że można go ciąć nożem, a algorytmy Ultra Bass Technology dodatkowo podbijają sub-basy. ANC działa poprawnie, choć gubi się przy wysokich częstotliwościach (np. stukanie klawiatury).
Sprzęt dla fanów elektroniki, rapu i gadżeciarzy, którzy uwielbiają fizyczne elementy sterujące. Puryści dźwiękowi, poszukujący płaskiego, studyjnego brzmienia, będą jednak zawiedzeni tą basową armatą.
Słuchawki do 400 zł
realme Buds Air 7 Pro
W wyścigu o portfele młodych użytkowników realme nie bierze jeńców, pakując do „siódemek” technologie, które do niedawna były zarezerwowane wyłącznie dla elity. To sprzęt, który z wierzchu wygląda jak inspirowany pewną firmą, ale wewnątrz skrywa zupełnie inne ambicje.
Swoje miejsce znalazły tutaj podwójne przetworniki w układzie koncentrycznym. To czyni z nich świetne słuchawki z dźwiękiem przestrzennym i LDAC, zapewniające przy tym potężny bas i niesamowicie wyraźne wokale. Funkcja Spatial Audio z dynamicznym śledzeniem ruchów głowy działa tu zaskakująco dobrze, świetnie sprawdzając się także w grach mobilnych. ANC w codziennym uzytkowaniu radzi sobie solidnie z niskimi częstotliwościami. Niestety, błyszczący plastik etui rysuje się niemal od samego patrzenia na niego.
Wybór dla mobilnych graczy, fanów mocnych wrażeń audio i użytkowników Androida za sprawą obsługi LDAC.
motorola Moto Buds Loop
Rynek audio w ostatnich miesiącach mocno eksperymentuje z nietypowymi mocowaniami. Motorola wcale nie udaje, że wyważa otwarte drzwi – Moto Buds Loop to dowód na to, że firma sprawnie wskakuje w nowe trendy
Zamiast tradycyjnych haków czy skrzydełek, jest tu specjalna, elastyczna pętla. Te słuchawki wsuwają się w małżowinę i trzymają się jej tak pewnie, że niestraszny im najostrzejszy trening, a przy tym zupełnie nie kolidują z okularami. Dźwiękowo uderzają energetycznym dołem, który na szczęście nie zalewa średnicy – przesterowane gitary czy szybsza perkusja w rockowych i metalowych kawałkach brzmią tu niezwykle ostro, dodając świetnego kopa na siłowni. Sprzęt błyskawicznie paruje się ze smartfonami Moto. Minusem jest jednak stały rozmiar pętli; jeśli masz mocno nietypowy kształt ucha, nie dasz rady go skorygować.
Idealny, bezpieczny wybór dla biegaczy, rowerzystów i okularników szukających pewnego mocowania, które nie męczy uszu. Omijaj, jeśli kupujesz w ciemno, a wiesz, że Twoje uszy są ekstremalnie wrażliwe na fizyczny ucisk wewnątrz samej małżowiny.
HUAWEI FreeBuds 7i
Seria „i” od Huawei to absolutny fenomen. Każda kolejna generacja wyznacza standard dla całej branży w tym przedziale cenowym. Gdy ktoś pyta o słuchawki w tej półce cenowej, ten model jest pierwszą, instynktowną i w 99% przypadków najlepszą odpowiedzią.
Trudno o bardziej zbalansowany sprzęt. To królowie budżetowego ANC z doskonałą jakością rozmów, ktore wciągają konkurencję nosem, jeśli chodzi o mikrofony. Algorytmy AI potrafią wyciągnąć Twój szept z wichury nad morzem. Aktywna redukcja szumów działa na poziomie sprzętów za dwukrotność tej kwoty, a bateria nie zawodzi. Certyfikat Hi-Res Audio to miły dodatek, a brzmienie jest po prostu szalenie przyjemne dla każdego gatunku muzyki. Minus? Aplikacja HUAWEI Audio Connect bywa uciążliwa w instalacji na smartfonach z Androidem innych niż HUAWEI.
Kupujesz je dla świętego spokoju, do pracy zdalnej, rozmów telefonicznych i dojazdów pociągiem. Nie polecam jedynie osobom, które nie radzą sobie z instalacją plików APK na telefonie.
Nothing Ear (a)
Carl Pei znów to zrobił. Zabrał drogą technologię z flagowych modeli, zamknął w obłędnie wyglądającej obudowie, zbił cenę i sprawił, że wszyscy inni producenci wyglądają przy nim po prostu nudno.
Wyróżnia je nie tylko przezroczyste wzornictwo ukazujące elektronikę wewnątrz. Te designerskie słuchawki z świetnym brzmieniem jako jedne z nielicznych oferują głęboką integrację ze sztuczną inteligencją od OpenAI, o ile używasz telefonu Nothing. Możesz wywołać asystenta głosem prosto ze słuchawki. Dźwiękowo to potężny skok do przodu – 11-milimetrowe przetworniki grają dynamicznie i niezwykle rozrywkowo. ANC jest na dobrym, średniopółkowym poziomie. Zabrakło jedynie ładowania indukcyjnego w etui.
Dla estetów, fanów nowych technologii i osób, które chcą, by ich elektronika miała „to coś”. Odradzam zatwardziałym audiofilom, dla których wygląd to sprawa drugorzędna, a V-kształtne brzmienie to grzech.
Soundcore Liberty 5
Gdy zależy Ci na tym, by jeden sprzęt robił wszystko dobrze, poszukiwania często kończą się frustracją. Piąta generacja kultowej serii Liberty to jednak prawdziwy szwajcarski scyzoryk w świecie audio.
Soundcore po prostu wziął to, co działało w droższych wersjach Pro, i wrzucił to do niezwykle przystępnej półki cenowej. To nie są zwykłe „pchełki”. To wszechstronne TWS-y, które łączą przetwornik dynamiczny ( odpowiedzialny za głęboki bas) ze zbalansowanym armaturowym (krystaliczne tony wysokie).
W efekcie dźwięk jest niesamowicie czysty ze świetną separacją, której nie powstydziłyby się słuchawki za dwukrotność tej kwoty. Jak na serię Liberty jest tutaj wsparcie dla kodeka LDAC dla bezstratnego audio, a funkcja HearID pozwoli idealne dopasować brzmienie zgodnie z upodobaniami w prosty sposób.
Dla entuzjastów muzyki, którzy chcą poczuć jakość Hi-Res Audio, ale nie mają zamiaru przepłacać. Pomiń je, jeśli zamierzasz używać ich głównie podczas intensywnych treningów.
Soundcore Sport X20
Większość słuchawek sportowych po 5 kilometrach biegu i obfitym spoceniu zaczyna powoli wysuwać się z ucha, wymuszając ciągłe poprawianie. Soundcore postanowił ukrócić ten problem raz na zawsze, wykorzystując sprawdzoną i udoskonaloną konstrukcję ze zintegrowanymi hakami.
Miękkie, silikonowe zauszniki obracają się o 30 stopni, dopasowując się do każdej małżowiny. To jedne z najlepszych słuchawek do biegania, które po prostu trzymają się ucha i nie drgną nawet podczas robienia salta. Producent dorzucił certyfikat IP68 (odporność na wodę i pył) i nową technologię, która chroni pchełki przed działaniem potu. Dźwięk? Czysta motywacja – podbity dół i soprany, idealne do treningowych playlist. Mają też przyzwoite ANC, co w słuchawkach z zausznikami wcale nie jest oczywiste.
Musisz je mieć, jeśli CrossFit, bieganie po górach lub intensywna siłownia to Twoja rutyna. Jako słuchawki codzienne, do biura czy chodzenia po mieście, są po prostu zbyt rzucające się w oczy i nie tak wygodne po 6 godzinach ciągłego noszenia.
SONY WF-C710N
Sukces tanich pchełek z serii C pokazał Sony, że ludzie kochają małe, niewidoczne w uchu konstrukcje. C710N to odpowiedź dla tych, którzy krzyczeli: „Dajcie nam ten sam komfort, ale dodajcie wreszcie ANC!”.
Japończycy nie tylko to zrobili, ale przy tym stworzyli jeden z najbardziej uniwersalnych modeli w historii firmy. Dzięki specjalnej konstrukcji mikrofonów zewnętrznych świetnie radzą sobie z szumem wiatru. Są lekkie, z naturalnym brzmieniem i solidną redukcją hałasu. Do tego nie powalą Cię ryczącym basem. Zamiast tego serwują wyważony, przestrzenny i ciepły dźwięk, idealny na wielogodzinne sesje. ANC nie jest tak agresywne jak w Xiaomi, ale w połączeniu ze świetnym wyprofilowaniem, daje bardzo komfortową ciszę bez efektu „ciśnienia” w bębenkach.
Idealne do biura, na spacery i do pracy hybrydowej. Ich niska waga sprawia, że zapominasz o ich istnieniu. Będą jednak zbyt zachowawcze brzmieniowo dla miłośników ciężkiej, elektronicznej „łupanki”.
Słuchawki do 600 zł
OPPO Enco X3s
Połączenie marki produkującej smartfony z legendarnym, skandynawskim producentem sprzętu audio Dynaudio rzadko daje tak genialne rezultaty. Seria „X” od OPPO to od lat synonim audiofilskiego zacięcia w przystępnym wydaniu, a model X3s kontynuuje tę piękną tradycję.
To sprzęt z charakterem. Słuchawki stworzone we współpracy z Dynaudio dosłownie czarują sceną. Separacja instrumentów w muzyce klasycznej, jazzie czy rocku progresywnym wywołuje opad szczęki biorąc pod uwagę niewielki rozmiar pchełek. Przetworniki grają niesamowicie czysto, selektywnie i z piękną, naturalną średnicą. Nie zabrakło tu genialnego ANC i wsparcia dla LHDC. Niestety ten model nie jest tak szeroko wspierany jak dużo popularniejszy LDAC. Słaby punkt? Etui lubi łapać luzy na zawiasie po kilku miesiącach, a design jest, delikatnie mówiąc, dość odtwórczy i zachowawczy.
Dla fanów dojrzałego, analitycznego, ale wciąż rozrywkowego brzmienia. Prawdziwa gratka dla melomanów. Jeśli natomiast priorytetem jest dla Ciebie bas, który powoduje drżenie zębów, poszukaj u konkurencji.
SteelSeries Arctis GameBuds
Gamerzy zawsze omijali słuchawki TWS szerokim łukiem ze względu na irytujące opóźnienia Bluetooth, przez które strzał z karabinu słyszysz po tym, jak już leżysz martwy. SteelSeries – wkracza do akcji z rozwiązaniem, które rozwiązuje ten problem systemowo.
Kluczem do sukcesu nie jest Bluetooth (choć ten też jest na pokładzie), ale dołączony do etui specjalny transmiter 2.4 GHz na USB-C. To najpierw gamingowe słuchawki TWS z donglem na USB-C a dopiero potem pchełki na co dzień. Wystarczy wpiąć adapter do PS5, PC, Steam Decka czy smartfona i opóźnienia przestają istnieć. Dźwięk, wspierany aplikacją Sonar, pozwala na precyzyjne lokalizowanie kroków przeciwnika w grach FPS. Ponadto jest tam dostępnych ponad 100 różnych presetów przystosowanych do konkretnych gier. ANC jest tutaj tylko po to, by odciąć Cię od szumu wentylatorów z konsoli, a muzycznie brzmią nieco „cyfrowo”.
Pozycja obowiązkowa dla mobilnych i konsolowych graczy, którzy nienawidzą wielkich, grzejących uszy nauszników. Omijaj, jeśli Twoim głównym celem jest słuchanie muzyki w wysokiej rozdzielczości w drodze do pracy.
Słuchawki do 800 zł
Soundcore Liberty 5 Pro
Gdy pojawia się wersja „Pro” z serii Liberty, marki takie jak Sony czy Apple zaczynają nerwowo sprawdzać swoje cenniki. Soundcore od lat udowadnia, że innowacja nie musi doprowadzać do bankructwa.
Zastosowana mało popularna technologia przetworników tworzy scenę dźwiękową, która otacza słuchacza ze wszystkich stron. Jako alternatywa dla flagowców z rewelacyjnym systemem dźwiękowym, model ten oferuje niespotykaną dynamikę i potężny, ale niezwykle kontrolowany bas. System adaptacyjnego ANC na bieżąco monitoruje środowisko, dostosowując się do ciśnienia w uchu, a tryb świadomości wreszcie nie brzmi jak rozmowa przez rurę odkurzacza.
Do tego dochodzi jeszcze mały, ale niezwykle funkcjonalny wyświetlacz OLED bezpośrednio na etui, który pozwala na zarządzanie większością funkcji słuchawek bez sięgania po telefon. Jest tu między innymi zarządzanie trybami ANC, różnymi ustawieniami EQ czy nawet możliwość zamienienia tych słuchawek w zdalną migawkę do sterowania aparatem w telefonie.
Dla poszukiwaczy najwyższej jakości brzmienia i nowinek technologicznych, którzy nie chcą płacić „podatku za logo”. Omijaj, jeśli oczekujesz sprzętu z kategorii „wyciągnij z pudełka i zapomnij o ustawieniach”.
HUAWEI FreeClip 2
Sprawdź pełną recenzję
Podczas gdy wszyscy uszczelniają ucho, Huawei po raz drugi wywraca stolik w swoim stylu. FreeClip to konstrukcja „Open-ear”, która wygląda bardziej jak futurystyczny kolczyk. Druga generacja to jeszcze mocniejsze uderzenie w ten unikalny segment.
Słuchawka zaciska się na krawędzi ucha, pozostawiając kanał słuchowy całkowicie odkryty. Te otwarte słuchawki dla świadomych otoczenia to wybawienie dla rowerzystów, biegaczy miejskich i ogólnie każdego kto musi słyszeć, co wokół się dzieje. Dźwięk jest kierowany precyzyjnie do ucha, generując genialną, przestrzenną scenę, ale siłą rzeczy tracąc na potędze najniższego basu. Jednak nawet braku jakiejkolwiek izolacji grają zaskakująco naturalnie i niezwykle przystępnie. Co ciekawe, słuchawki nie mają podziału na lewą i prawą – system sam wykrywa, w którym uchu się znajdują.
Idealne do całodziennego noszenia – nie pocisz się w uszach, nie odczuwasz ciśnienia. Kompletnie bezużyteczne do pracy w głośnym środowisku, w metrze lub samolocie ze względu na brak jakiejkolwiek izolacji, nawet pasywnej.
Google Pixel Buds 2a
Google ma swój specyficzny sposób robienia elektroniki – ma być gładko, mądrze i w pełnej integracji z usługami z Mountain View. Modele z literką „a” zawsze oznaczały idealny kompromis między ceną a flagowym doświadczeniem, i tak też jest w tym przypadku.
Fizycznie to jedne z najlepiej przylegających do ucha słuchawek, niemal w całości chowające się w małżowinie. To idealne słuchawki do smartfonów Pixel z Gemini na pokładzie, dzięki czemu powiadomienia są czytane bezpośrednio do ucha. Dźwięk jest przyjemnie zbalansowany, bez przesady w żadną stronę, a etui przypominające gładki kamyk to wzór ergonomii. Słabą stroną są kodeki audio – brak tu wysokiej rozdzielczości (tylko SBC i AAC), więc fani Tidala w jakości Master będą kręcić nosem.
Dla posiadaczy smartfonów Google Pixel, ceniących asystenta głosowego i idealną ergonomię. Bez sensu do ekosystemu Apple.
Apple AirPods 4
Apple doskonale wie, że spora część użytkowników AirPodsów nigdy nie przeszła na wersję Pro właśnie przez awersję do silikonowych gumek. Czwarta generacja podstawowego modelu to genialne rozwiązanie tego problemu.
Zaprojektowane na podstawie modelowania 3D tysięcy uszu, leżą w małżowinie pewniej niż jakakolwiek poprzednia wersja. To najpewniej jedne z najwygodniejszych słuchawek dousznych dla fanów Apple, w których zaimplementowano po raz pierwszy w tej serii system ANC. Jednak trzeba mieć na uwadze, że wariant ANC jest nieco droższy od podstawowego.
Oczywiście, redukcja hałasu bez pasywnej izolacji nigdy nie będzie idealna, ale na zatłoczonej ulicy robi ogromną różnicę. Nowy chip H2 zapewnia spójną łączność w ekosystemie i kapitalne śledzenie głowy w Spatial Audio.
Must-have, jeśli nienawidzisz dokanałówek, ale masz iPhone’a i chcesz lepszego brzmienia (oraz ANC, jeśli dopłacisz) niż w starych „dwójkach” czy „trójkach”. Totalnie bezsensowny zakup dla użytkowników Androida.
Nothing Ear (3)
Przeczytaj recenzję!
Kiedy wydawało się, że w kategorii bezprzewodowych pchełek wymyślono już wszystko, marka Nothing wjeżdża z pomysłem wyciągniętym prosto z filmów szpiegowskich. To nie jest po prostu kolejny ładny gadżet z przezroczystego plastiku, ale innowacyjne narzędzie dla ludzi, którzy non-stop pracują z głosem.
To, co kradnie całe show, to funkcja „Super Mic”. Etui zostało wyposażone w dedykowany fizyczny przycisk „Talk”, po którego wciśnięciu pudełko zamienia się w kierunkowy mikrofon do rozmów, transkrypcji i nagrywania notatek głosowych lub komunikacji z asystentami AI. System dwóch mikrofonów potrafi wyciąć z tła hałas, dzięki czemu Twój głos na nagraniu brzmi ciepło, bezpośrednio i czysto, nawet jeśli stoisz na środku głośnego skrzyżowania.
Dźwiękowo to również potężny zawodnik – słuchawki grają niesamowicie dynamicznym i przestrzennym dźwiękiem, który świetnie separuje wokale i instrumenty. Co ważne, całość wspiera doskonała autorska aplikacja z potężnym korektorem graficznym, pozwalającym wyciągnąć z przetworników dokładnie taką barwę, jakiej w danej chwili potrzebujesz.
To absolutny strzał w dziesiątkę dla twórców internetowych, gadżeciarzy oraz osób, które nagrywają na ulicy długie wiadomości głosowe i zależy im na bezbłędnej czytelności słowa. Jeśli jednak nie masz zamiaru używać funkcji głosowych i nie wyobrażasz sobie trzymania etui blisko ust podczas rozmowy telefonicznej, ta funkcja pozostanie dla Ciebie tylko ciekawostką, za którą musisz zapłacić.
Beyerdynamic Amiron 300
Gdy niemiecka legenda audio studyjnego wchodzi w rynek słuchawek TWS, wiesz, że nie będzie tu miejsca na kompromisy brzmieniowe i „plastikowe” bajery. Amiron 300 to próba przeniesienia doświadczenia z potężnych nauszników wokółusznych do formatu bezprzewodowego.
Wymagało to jednak sporej przestrzeni, więc pchełki są słusznych rozmiarów. To klasyczne, brzmienie spod Berlina w formacie True Wireless. Grają niesamowicie referencyjnie, analitycznie, bez cyfrowego przerysowania. Scena jest tak szeroka, że zamykając oczy, możesz precyzyjnie wskazać, gdzie w przestrzeni stał kontrabasista, a gdzie skrzypek. Niestety, ich rozmiar sprawia, że wystają z uszu i absolutnie nie nadają się do aktywności fizycznej, a redukcja szumów jest raczej dodatkiem niż główną funkcją urządzenia.
Tylko dla koneserów z wyrobionym uchem, ceniących neutralność i szeroką scenę dźwiękową, oraz posiadających potężne archiwa FLAC czy subskrypcję Tidal. Zdecydowanie nie są to dyskretne słuchawki na miasto.
Marshall Motif II ANC
Kupowanie sprzętu Marshalla to zawsze decyzja podyktowana po części sercem, a po części sentymentem do kultury Rock&Roll’a. Motif II ANC to hołd dla klasycznych wzmacniaczy gitarowych z brytyjskim rodowodem, zamknięty w formie kieszonkowych TWS-ów.
Etui z fakturą kultowego winylu i złote akcenty robią potężne wrażenie wizualne. Ale to przede wszystkim słuchawki z kultowym rockowym wzornictwem. Zostały tak zestrojone, by gitary elektryczne, chrapliwe wokale i werble miały odpowiedni „brud” i dynamikę. Grają środkowym pasmem, odstawiając modny, elektroniczny sub-bas na dalszy plan. System ANC działa poprawnie, a bateria została znacząco wydłużona względem pierwszej generacji. Wciąż jednak brakuje wsparcia dla zaawansowanych kodeków audio.
Bierz, jeśli Twoja playlista zaczyna się od AC/DC, a kończy na Metallice, a design to dla Ciebie świętość. Omijaj szerokim łukiem, jeśli słuchasz muzyki klasycznej, EDM lub szukasz najmocniejszego ANC na rynku.
SONY WF-1000XM5
Sprawdź pełną recenzję!
EX-flagowa generacja popularnych „tysiączek” od Sony wciąż dla wielu jest wybitna dźwiękowo. W modelu XM5 Japończycy odchudzili konstrukcję, naprawiając swój największy błąd, i odzyskali koronę w kategorii referencyjnych słuchawek do trudnych warunków.
Tajemnicą sukcesu tego modelu jest połączenie procesora V2 z genialnymi, autorskimi końcówkami z pianki. To jedne z topowych modeli na rynku z niesamowicie dobrą redukcją szumów. Po prostu izolują Cię od wszechświata. Włączasz ANC w samolocie i zapada właściwie grobowa cisza. Dźwiękowo to mistrzostwo świata w kategorii rozdzielczości i detali, ze wsparciem dla kodeka LDAC.
Problemem bywają pianki, które zużywają się znacznie szybciej niż zwykły silikon, bo co do zasady powinno się je wymieniać co kilka miesięcy i do tego wymagają wyrabiania w palcach przed włożeniem do ucha. Do tego oczywiście dochodzi też rozbudowana aplikacja, która nie tylko pozwala dostosować brzmienie, ale i ustawić różne tryby ANC w zależności od tego czy stoisz, siedzisz, idziesz, albo jedziesz.
Absolutny must-have dla osób latających samolotami i pracujących w skrajnym hałasie. Unikaj, jeśli jesteś „w biegu” i potrzebujesz słuchawek, które wrzucisz do ucha w ułamek sekundy bez dodatkowego przygotowania.
Słuchawki do 1 000 zł
Soundcore Liberty 5 Pro Max
Kiedyś ekrany na etui słuchawek były u JBL’a, ale Soundcore uznał, że zrobi to po swojemu. Wpakował do urządzenia tyle inteligentnych funkcji, że przypomina to mini-smartwatch zintegrowany ze sprzętem audio.
Wersja „Max” to technologiczny pokaz siły i rzucenie rękawicy najdroższej elicie. Etui z wbudowanym, dotykowym ekranikiem pozwala zarządzać muzyką, włączać Spatial Audio, ale to i tak nie wszystkie jego możliwości. Co więcej, te jedne z najbardziej zaawansowanych słuchawek od Soundcore potrafią nagrywać notatki głosowe.
Takie notatki są później transkrybowane i podsumowywane z pomocą AI prosto na smartfonie. Dźwiękowo to ewolucja potężnego modelu 5 Pro, z jeszcze bardziej wyrafinowanym basem i mocniejszym ANC. Przeładowanie funkcjami sprawia jednak, że etui jest większe niż standard, a bateria znika szybciej, gdy „bawisz się” ekranem.
Dla największych technologicznych świrów, którzy kochają innowacje, bajery i chwalenie się nowymi rozwiązaniami. Puryści minimalistyczni, traktujący słuchawki tylko jako narzędzie do grania, będą tym przesytem po prostu zmęczeni.
Samsung Galaxy Buds4 Pro
Samsung, po dość kontrowersyjnej wizualnie serii 3, powraca z modelem Buds4 Pro, bardziej zachowawczym i przystępnym. To ostateczna odpowiedź Koreańczyków na to, jak powinno wyglądać flagowe rozszerzenie ich flagowych smartfonów.
Zastosowano tu nowy, 24-bitowy kodek SSC UHQ, co czyni je prawdziwymi audiofilskimi monstrami w odpowiednim środowisku. To bez cienia wątpliwości najlepsze słuchawki do smartfona Samsung z bezstratnym audio, wyposażone w genialny, płynnie działający translator wspomagany przez Galaxy AI. Do tego nie zabrakło trybów Spatial Audio. Jednak by móc sprawdzić te wszystkie funkcje konieczny jest smartfon, których wyjechał z fabryki koreańskiego producenta.
Ekosystemowy Graal dla posiadaczy Galaxy S25 czy S26 – tu zagrają pierwsze skrzypce. Dla użytkowników innych marek Androidów, lub, o zgrozo, iPhone’ów – większość funkcji i bezstratny kodek pozostaną niedostępne.
Apple AirPods Pro 3
Apple nie psuje tego, co działa (zazwyczaj), dlatego wizualnie trójki to ewolucja, a nie rewolucja. Prawdziwa magia dzieje się jednak w środku nowej konstrukcji. To urządzenie zdefiniowało na nowo kategorię TWS i w trzeciej odsłonie ucieka konkurencji w funkcjach zdrowotnych.
Sercem urządzenia jest chip H3, który analizuje dźwięk otoczenia by jeszcze lepiej i skutecznie izolować. Te pchełki oferują genialny tryb kontaktu, który wreszcie eliminuje nagłe, głośne dźwięki (jak klakson czy wiertarka) bez zauważalnego opóźnienia. Certyfikacja medyczna jako aparat słuchowy to absolutny „gamechanger” dla starszych osób. Dźwięk przestrzenny w połączeniu z Apple Music deklasuje rywali. Słabości? Koszmarna jakość audio i brak większości na wszystkim spoza ekosystemu Apple.
Ostateczny i jedyny słuszny wybór, jeśli całe Twoje życie kręci się wokół Maca, iPhone’a i iPada, a ANC to dla Ciebie konieczność. Ignoruj ten model całkowicie, jeśli używasz smartfona z zielonym robotem.
Słuchawki powyżej 1 000 zł
SONY WF1000-XM6
Sprawdź nasz test!
Gdy przekraczamy barierę tysiąca złotych, żarty się kończą, a oczekiwania szybują w kosmos. Sony swoim najnowszym flagowcem XM6 pokazuje, że król jest tylko jeden i nie zamierza oddawać tronu, ani w izolacji akustycznej, ani w kulturze brzmienia.
Przeprojektowana akustyka i zupełnie nowe, hybrydowe nakładki silikonowo-piankowe rozwiązują największy problem poprzedników. To już praktycznie absolutna topka pod względem ANC ze świetnym dźwiękiem prosto z pudełka. Słuchawki wspierane są podwójnym procesorem V3+QN2e, który analizuje hałas skuteczniej niż kiedykolwiek. Obsługa LDAC to ukłon w stronę najbardziej wymagających słuchaczy, którzy potrafią docenić wysoką jakość zamkniętą w niewielkim rozmiarze.
Jeżeli podróżujesz klasą biznes, pracujesz w otwartym biurze i zależy Ci na tym, by hałas znikał jak za pstryknięciem palców – wyciągaj portfel. Jeśli sport to Twój żywioł, poszukaj lżejszych, mniej rzucających się w oczy rozwiązań.
Google Pixel Buds Pro 2
Google, dysponując ogromnymi zasobami z zakresu sztucznej inteligencji, wreszcie stworzyło sprzęt hardware’owy, który nadąża za oprogramowaniem. Druga wersja modelu Pro to nie są słuchawki muzyczne, to inteligentny hub w Twoim uchu.
Za całą „magię” odpowiada autorski układ Google Tensor A1, który odpowiada za integrację z Gemini. Ponadto słuchawki są mniejsze o niemal 30% od poprzedników i wprowadzają fizyczny, wykręcany mechanizm mocujący, więc wreszcie nie wypadają z ucha. Zintegrowany asystent Gemini reaguje niemal bez opóźnień, a ANC wreszcie działa na flagowym poziomie. Brzmieniowo jest bardzo spójnie, bas nie dudni, ale też brakuje tu kodeków, które zaoferują coś z prawdziwego zdarzenia, przez co fani audiofilskiej jakości poczują wyraźny niedosyt.
Świetny, przyszłościowy wybór dla użytkowników ceniących funkcje smart, tłumaczenie w locie i asystenta głosowego oraz wygodę. Zdecydowanie nie dla purystów dźwiękowych, którzy nad komfort przekładają surowe pasmo przenoszenia.
Klasyczne słuchawki
Podsumowanie
Rynek słuchawek bezprzewodowych, a konkretniej modelu TWS, zaczyna przybierać bardziej dojrzałą formę. Dokładnie tak, jak jest to w przypadku klasycznych słuchawek z końcówką jack. Automatyczne parowanie lub ładowanie bezprzewodowe nie jest już jedynie domeną modelu z najwyższej półki.
Z kolei takie rozwiązania jak ANC czy tryb świadomości stają się już praktycznie standardem, niezależnie od półki cenowej. Jednocześnie producenci wciąż szukają nowych ciekawych rozwiązań czy optymalizują już oferowane technologie. Wszystko po to, by dostarczyć Wam jeszcze lepszy dźwięk w rozsądnej cenie.
Dodaj komentarz