Konstrukcje typu „clip” mają jedno główne zadanie: pozwolić nam słuchać muzyki, zachowując pełną świadomość otoczenia. Największą zmorą tanich odpowiedników tego typu słuchawek był do tej pory komfort – potrafiły boleśnie uciskać małżowinę już po kilkudziesięciu minutach. Sanag S8S Ultra udowadnia, że inżynierowie z Państwa Środka odrobili pracę domową.
Klips, w którym można spać
Miałem na uszach już kilka par słuchawek tego typu i często problemem był szybko pojawiający się dyskomfort. W przypadku Sanag S8S Ultra ten problem po prostu nie istnieje. Słuchawki są tak dobrze wyprofilowane i lekkie, że zdarzyło mi się w nich niejednokrotnie zdrzemnąć, a nawet zasnąć na całą noc.
Sprzęt wykonano w całości z tworzyw sztucznych, ale zrobiono to z głową. Połączenie błyszczącej (łatwej w czyszczeniu) powierzchni z matowym elastycznym łukiem sprawdza się świetnie. Matowy element skutecznie utrzymuje słuchawki w odpowiednim położeniu. Nie znajdziemy tu metalu czy innych egzotycznych materiałów, ale spasowanie elementów to absolutna czołówka. Co najważniejsze: raz założone na ucho, trzymają się go niczym przyklejone, dopóki sami ich nie zdejmiemy.
Brzmienie, czyli fizyka (częściowo) oszukana
Fizyki nie da się w pełni oszukać – otwarta konstrukcja nigdy nie zaoferuje tak mięsistego, potężnego basu jak dobre słuchawki dokanałowe czy nauszne. Jednak to, co Sanag osiągnął w modelu S8S Ultra, budzi mój ogromny podziw.
Od razu po wyjęciu z pudełka i sparowaniu z telefonem, słuchawki grają zaskakująco dobrze, czysto i… nie brakuje w nich niskich tonów! Tajemnica sukcesu tkwi najprawdopodobniej w podwójnych przetwornikach ukrytych w każdej ze słuchawek (czym producent niespecjalnie się chwali, a co robi kolosalną różnicę) oraz w profilu dźwiękowym SSQVP wspartym wbudowanym układem DSP. Biorąc pod uwagę specyfikę pchełek typu „clip”, jakość dźwięku stoi tu na bardzo wysokim poziomie.
A co z wyciekiem dźwięku (sound leakage)? Słuchawki open-ear mają tendencję do „grania na zewnątrz”. Tutaj ten problem został mocno zminimalizowany. Owszem, część dźwięku wydobywa się poza nasze ucho, ale by osoba postronna cokolwiek usłyszała, musi stać bardzo blisko nas w stosunkowo cichym pomieszczeniu. W biurze czy komunikacji miejskiej nie będziecie nikomu przeszkadzać.
Sterowanie i Aplikacja
O ile sprzętowo Sanag S8S Ultra niezawodzi, o tyle oprogramowanie i sterowanie to kubeł zimnej wody. Panele dotykowe umieszczono „z tyłu” słuchawek – czyli w miejscu, które po założeniu ląduje za uchem. Zmusza to do nienaturalnego wyginania dłoni, a same sensory są dość kapryśne i nie zawsze wyłapują tapnięcia.
Zbawieniem okazuje się… brak przypisanej akcji do pojedynczego kliknięcia! Dzięki temu unikamy irytujących, przypadkowych pauz przy poprawianiu słuchawki. Ostatecznie i tak przez większość testów sterowałem muzyką z poziomu smartfona.
Największy zgrzyt to jednak aplikacja. Choć oferuje zaawansowane możliwości (jak tryb multipoint, predefiniowane tryby dźwiękowe czy korektor DSP), to jej warstwa językowa wymaga jeszcze pracy. O języku polskim nawet nie będę tutaj wspominał, ale nawet język angielski jest tu wybrakowany. Nawet po zmianie języka aplikacji na angielski, wciąż zdarzają się sytuacje, że brakuje tłumaczeń w niektórych miejscach aplikacji.
Długodystansowcy z małym „ale”
Czas pracy na baterii to mocny argument tego modelu. Same słuchawki grają nieprzerwanie przez około 7 godzin. Gdy dołożymy do tego energię z etui ładującego, całkowity czas pracy szybuje do imponujących 50 godzin. Podczas testów zapomniałem o ładowarce na okrągły tydzień. Warto odnotować, że etui naładujemy wyłącznie kablem USB-C – zabrakło tu ładowania indukcyjnego.
Jakość rozmów to z kolei ciekawy paradoks. Mikrofony w Sanag S8S Ultra radzą sobie fantastycznie z wycinaniem szumu ulicy czy wiatru, dzięki czemu nasz rozmówca słyszy nas krystalicznie czysto. Problem pojawia się po naszej stronie. Ze względu na otwartą budowę (odsłonięty kanał słuchowy), wietrzna pogoda potrafi zagłuszyć dźwięk wydobywający się z głośniczków, przez co to my możemy mieć problem ze zrozumieniem rozmówcy na wietrznej ulicy.
Segment prawie premium
Sanag S8S Ultra to słuchawki, które wywołują we mnie ogromny dysonans. Z jednej strony, pod względem jakości wykonania, nieprawdopodobnego komfortu i świetnego (jak na tę konstrukcję) brzmienia z podwójnych przetworników, bez kompleksów wpasowują się w segment premium i zawstydzają niejednego konkurenta.
Minusy
Plusy
Z drugiej strony – oprogramowanie wciąż wymaga dopracowania. Aplikacja została przygotowana przede wszystkim na rynek chiński, a dość kapryśne panele dotykowe sprawiają wrażenie produktu wciąż w fazie testów. Co szczególnie w zestawieniu z ceną wynoszącą około 200 dolarów amerykańskich nie sprawia najlepszego wrażenia.
Niemniej, jeśli szukasz wybitnie wygodnych słuchawek typu clip, świetnie brzmiących i nie przeraża Cię nie do końca przetłumaczona aplikacja – to sprzęt, który technologicznie bardzo pozytywnie Cię zaskoczy. Jeśli jednak cenisz dopracowany ekosystem w języku polskim (lub chociaż pełnym angielskim) – wstrzymaj się z zakupem do czasu aktualizacji oprogramowania.
Sprzęt został wypożyczony od producenta.
Dodaj komentarz